Historia nie jest nudna, są tylko źle opowiedziane historie...

książki, które polecam

piątek, 06 lipca 2012

No i Euro 2012 się skończyło. Czy byliśmy tego świadomi, czy też nie, ta bez wątpienia udana – ku rozpaczy wielu malkontentów – impreza, była dla nas wspólną, zbiorową psychoterapią, leczącą nas z zaściankowych kompleksów. Na jak długo? Czas pokaże.

Podczas minionych trzech tygodni praktycznie codziennie można było przeczytać lub usłyszeć informacje o zachwyconych Polską i Polakami, zagranicznych kibicach i dziennikarzach. Każda pozytywna reakcja naszych gości, stawała się „newsem dnia” i była przez nas odbierana z radością i dumą. Nie ukrywam, że ja również z przyjemnością czytałem te wszystkie „laurki” o naszej gościnności, przedsiębiorczości, sukcesie gospodarczym itp. przy czym, o zgrozo, zupełnie nie przeszkadzała mi  świadomość, iż te zagraniczne „peany” są często mocno przesadzone.
Co prawda niektórzy nasi rodacy – zazwyczaj ci bardziej obyci w świecie, podchodzili do sprawy racjonalniej, ale było to przysłowiowe zawracanie kijem Wisły. Jako jeden z nielicznych zaprotestował Zbigniew Boniek, który na pytanie „jak oceniają nas Włosi”, odpowiedział, że czas najwyższy abyśmy wyzbyli się kompleksów i zaprzestali ciągłego zastanawiania się czy dobrze wypadliśmy i co o nas myślą i mówią „ci z zachodu”. Jeżeli natomiast mowa o Euro 2012, to nie mamy się czego wstydzić, a wręcz przeciwnie – wiele krajów ma nam czego zazdrościć, bo np. taki Stadio Olimpico w Rzymie to może się schować przy „naszym” Narodowym.
Jak już wspomniałem, Pan Zbyszek był wyjątkiem potwierdzającym regułę. Jako naród jesteśmy nadal mocno zakompleksieni i dużo jeszcze czasu upłynie zanim pozbędziemy się mentalności ubogiego krewnego, który pokazując bogatemu kuzynowi swój wyremontowany dom, nie posiada się z radości, kiedy usłyszy słowa uznania i zostanie poklepany po plecach. 

Wszystkim, którzy nie potrafią się pozbyć naszego polskiego „kompleksu ubogiego krewnego”, chciałem polecić książkę, która pozwoli zapomnieć o nim na nieco dłużej niż tylko na okres trwania Euro. Ba, być może niektórzy po jej lekturze wyleczą się z niego na dobre?
Wszyscy znamy „20 000 mil podmorskiej żeglugi” Juliusza Vern’a, ale o tym, że w pierwotnej wersji powieści Kapitan Nemo miał być Polakiem, który w powstaniu styczniowym traci rodzinę, a po powrocie z zesłania rozpoczyna vendettę przeciwko carskim oprawcom, możemy się dowiedzieć z książki Simona Akstinata „Made in Poland”.
Historia z kapitanem Nemo jest wyjątkiem, ponieważ w przeważającej części, ta niewielka objętościowo książka, idealnie nadająca się na wakacyjny wyjazd, opisuje prawdziwe losy naszych rodaków, którzy z różnych powodów opuścili ojczyznę i doskonale poradzili sobie na obczyźnie.
Jej autorem, co dla mnie jest największym zaskoczeniem, jest młody niemiecki dziennikarz, który nie ma polskich przodków, nie zna języka polskiego, a przed napisaniem książki nigdy nie był w Polsce (sic!).
Mimo to uznał on, że życiorysy kilkudziesięciu polskich emigrantów oraz ich potomków, warte są napisania o nich książki, a wcześniej poświęcenia wielu godzin spędzonych w archiwach, czytelniach, bibliotekach i przed komputerem. O tym, że Simon Akstinat bardzo poważnie podszedł do tematu świadczy m.in. fakt, że w jego książce oprócz nazwisk znanych prawie każdemu Polakowi, znajdują się postaci, o których większość z nas nigdy nie słyszała. Z jednej strony fakt, iż cudzoziemca zafascynowały życiorysy naszych rodaków-tułaczy, jest bardzo budujący, a jednocześnie nieco zawstydzający, że o wielu z nich dowiadujemy się dopiero z tej książki.

Ilu z nas bowiem wie, że np. jeden z naszych rodaków był ministrem spraw zagranicznych Rosji, inny piastował ten urząd we Francji, a jeszcze inny był premierem Austrii? Czy ktoś słyszał, że jeden z prezydentów Kostaryki miał na nazwisko Michalski i mówił płynnie po polsku? Dzisiaj najlepsze amerykańskie wyższe uczelnie seryjnie produkują noblistów, tymczasem okazuje się, że założycielem pierwszej placówki oświatowej w Nowym Yorku - powstałej w tym samym czasie co słynny Harvard, był Polak.
Akstinat udowadnia, że Polacy na emigracji, to nie tylko praca na przysłowiowym "zmywaku”, ale również przykłady bezprecedensowych sukcesów w wielu prestiżowych i konkurencyjnych profesjach, od nauki i techniki począwszy, poprzez sport, literaturę i sztukę, na gospodarce i polityce kończąc.
Tak, trzeba to sobie wyraźnie powiedzieć – wbrew temu jak sami mamy w zwyczaju siebie postrzegać, nasza rola w historii świata nie ogranicza się wyłącznie do „cierpienia za miliony” i roli „Chrystusa narodów” – bo jak to napisano we wstępie do książki – „Polak potrafi, zwłaszcza na emigracji”.
Do czego próbuje nas przekonać, podbudowując przy okazji nasze narodowe „ego”, nie mówiący po polsku Niemiec.  

   

 
1 , 2 , 3 , 4 , 5
| < Wrzesień 2017 > |
Pn Wt Śr Cz Pt So N
        1 2 3
4 5 6 7 8 9 10
11 12 13 14 15 16 17
18 19 20 21 22 23 24
25 26 27 28 29 30  

  

   
stat4u





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

free counters