Historia nie jest nudna, są tylko źle opowiedziane historie...
Blog > Komentarze do wpisu

Heil Schicklgruber !!!

7 czerwca 1837 roku Maria Anna Schicklgruber - czterdziestodwuletnia, niezamężna kobieta, pochodząca z chłopskiej rodziny, urodziła chłopca, któremu dała na imię Alois.
Nikt wówczas nie mógł przypuszczać, że syn Aloisa, Adolf rozpęta szaleństwo, które niemal całą Europę zmieni w pole bitwy, milionom ludzi przysporzy cierpień, a kolejne miliony pozbawi życia.
Czy historia obrałaby tak tragiczny w skutkach kierunek, gdyby ambitny prowincjonalny urzędnik, na jakiego zdołał wybić się Alois Schicklgruber, nie postanowił zmienić swojego pospolitego – jak określi je później jego syn - nazwiska?




Schicklgruberowie, małorolni chłopi z dziada pradziada, zamieszkiwali w Waldviertel - północno-wschodnim, graniczącym z Czechami, regionie Austrii, we wsi Strones. Alois był dzieckiem nieślubnym, a matka podczas chrztu nie zdradziła personaliów jego ojca. W księdze metrykalnej parafii w Döllersheim, gdzie Alois został ochrzczony tuż po narodzinach, w rubryce przeznaczonej na wpisanie danych ojca dziecka, pozostawiono wolne miejsce.
Kiedy mały Alois skończył pięć lat, jego matka wyszła za mąż za Johanna Georga Hiedlera, pochodzącego z sąsiedniej wsi, pięćdziesięcioletniego wędrownego pomocnika młynarza. Dosyć niespodziewane zamążpójście, za człowieka, który daleki był od ideału męża i ojca, niektórych skłoniło do spekulacji, że Johann mógł być ojcem Aloisa. Tezę ta podważa jednak fakt, iż Alois aż do trzydziestego dziewiątego roku życia nosił nazwisko swojej matki i nie zmienił go nawet w momencie, gdy jego ojczym schodził z tego świata. Małżeństwo Hiedlerów nie trwało długo, bo już pięć lat po ślubie matka Aloisa zmarła, a dziesięcioletni Alois zamieszkał w rodzinie Johanna Nepomuka Hiedlera – prowadzącego gospodarstwo rolne, piętnaście lat młodszego brata Johanna Georga. Młodszy z braci Hiedlerów zapewnił Aloisowi spokojne i dostatnie, jak na swoje skromne możliwości dzieciństwo, a później zadbał o jego wykształcenie. Najpierw po ukończeniu szkoły podstawowej, Alois rozpoczął naukę zawodu u szewca, a tuż po trzynastych urodzinach, podobnie jak robiło to wówczas wielu innych wiejskich chłopaków, wyjechał do Wiednia w poszukiwaniu wykształcenia, pracy i lepszego życia.
Młody Alois wykorzystał swoją szansę i już w wieku osiemnastu lat został szeregowym urzędnikiem w austriackim ministerstwie finansów. Ambitny chłopak nie poprzestał na tym i po zdaniu wymaganych egzaminów w 1861 roku objął niższe stanowisko kierownicze, a w 1864 przeniósł się do służby celnej aby w 1870 roku zostać celnikiem. Szczyt swojej urzędniczej kariery Alois osiągnął w wieku 38 lat, kiedy to objął funkcję inspektora w urzędzie celnym w miasteczku Braunau, nad graniczną rzeką Inn. Dla nieślubnego syna ubogiej wieśniaczki było to nie lada osiągnięcie – swoich chłopskich przodków, Alois „przeskoczył” na drabinie społecznej o dobrych kilka stopni.

Dziwne "usynowienie"

Rok później, tuż przed trzydziestymi dziewiątymi urodzinami Aloisa, dochodzi do znaczących zmian w jego metryce. Zmiany te co prawda w żaden znaczący sposób nie wpłyną na życie samego Aloisa, za to, jak się kiedyś okaże, będą miały niebagatelne znaczenie dla losów jego przyszłego syna. 
W dniu 6 czerwca 1876 roku w mieście Weitra stawiają się u notariusza trzej świadkowie, którzy zgodnie oświadczają, iż biologicznym ojcem obecnego z nimi Aloisa był nieżyjący od dziewiętnastu lat Georg Hiedler, który na łożu śmierci wyraził wolę uznania swojego ojcostwa. Fakt, iż jedynymi świadkami tego znamiennego w skutkach wydarzenia byli trzej niepiśmienni krewniacy Nepomuka Hiedlera, podpowiada aby przy ocenie ich wiarygodności zachować dalece posuniętą wstrzemięźliwość. Z nieznanych przyczyn (pomyłka, lub co bardziej prawdopodobne, zastosowanie jednej z dopuszczalnych form wymowy), notariusz wpisuje do protokołu nazwisko w nieco zmodyfikowanej postaci i w ten oto sposób Alois Schicklgruber, staje się Aloisem Hitlerem. Następnego dnia proboszcz parafii w Döllersheim, dokonuje poprawek w księdze metrykalnej, wykreślając nazwisko Schicklgruber, zmieniając zapis: „z nieprawego łoża” na: „z prawego łoża” oraz uzupełniając pustą do tej pory rubrykę: „nazwisko ojca”, wpisem „Georg Hitler”.

Kto był ojcem?

Okoliczności, w jakich doszło do uznania ojcostwa Aloisa wzbudzają uzasadnione wątpliwości, co do tego, czy człowiek, którego poślubiła Maria Schicklgruber, faktycznie był jego ojcem. Oprócz wątpliwości dotyczących wiarygodności „świadków”, którzy ujawnili się wiele lat po śmierci domniemanego ojca, przede wszystkim należy zadać pytanie dlaczego Georg nie usynowił Aloisa w momencie poślubienia jego matki, co byłoby przecież naturalnym ojcowskim odruchem? Za tym, że „usynowienie” Aloisa może nosić znamiona oszustwa, przemawia również fakt, iż zostało dokonane z naruszeniem obowiązujących procedur, które wymagały aby oświadczenie o uznaniu ojcostwa złożył osobiście domniemany ojciec dziecka.
Kto zatem był biologicznym ojcem Aloisa i dziadkiem późniejszego przywódcy III Rzeszy? Pytanie to od zawsze nurtowało biografów Adolfa Hitlera, a u niego samego wywoływało ataki niepohamowanej furii. 
Drugim potencjalnym „podejrzanym” o ojcostwo Aloisa był ten, który go przyjął do swojej rodziny i faktycznie wychowywał jak syna, czyli Nepomuk Hiedler. Zwolennicy tej teorii twierdzą, że przemawia za tym zachowanie Nepomuka, który według nich najpierw zaaranżował małżeństwo swojego brata Georga z Marią Schicklgruber, a później „adoptował” Aloisa, pomimo tego, iż nie było ku temu żadnych racjonalnych przesłanek. Wbrew bowiem tezie lansowanej przez samego Adolfa Hitlera, późniejsze badania dowiodły, iż ubóstwo jego dziadków wcale nie było aż tak głębokie, że uniemożliwiało wychowanie syna i uzasadniało oddanie go bratu. Kolejną okolicznością, która miałaby przemawiać za ojcostwem Nepomuka jest fakt, iż prawdopodobnie to on zainspirował Aloisa do zmiany nazwiska, co jest o tyle prawdopodobne, że aktywnie współdziałał z nim w dokonaniu tego urzędniczego oszustwa, a „świadków”, którzy zaświadczyli o rzekomym ojcostwie Georga, łączyły z Nepomukiem rodzinnie więzi. Niektórzy tłumaczą takie zachowanie obsesyjną chęcią zachowania rodowego nazwiska, na co nieposiadający męskiego potomka Nepomuk nie miał szans. Jeżeli jednak był to jedyny powód, to dlaczego na „dziedzica” mającego zapewnić nieśmiertelność nazwiska wybrał on bezdzietnego Aloisa, żonatego wówczas ze starszą od siebie, ponad pięćdziesięcioletnią kobietą, która szans na urodzenie dziecka nie miała raczej żadnych. Nepomuk nie mógł przecież wówczas wiedzieć, że Alois ożeni się jeszcze dwukrotnie, a trzynaście lat później, trzecia żona urodzi mu syna, który zostanie ochrzczony imieniem Adolf.
Kiedy w 1888 roku zmarł Nepomuk Hiedler jego zdumieni spadkobiercy dowiedzieli się, że nic po nim nie odziedziczą bo nie pozostawił żadnego majątku. Jednocześnie, dziwnym zbiegiem okoliczności, pół roku później Alois Hitler nabył sporych rozmiarów dom wraz z przylegającym do niego kawałkiem ziemi. Jak skromny urzędnik nie dysponujący nigdy większą gotówką, mógł sobie nagle pozwolić na tak duży wydatek? Otóż niektórzy twierdzą, że to właśnie w jego ręce trafił majątek Nepomuka, który wdzięczny za „uratowanie” rodowego nazwiska dokonał stosownego zapisu, pomijając tym samym innych spadkobierców.  
Najbardziej sensacyjna jest ostatnia wersja, która jako ojca Aloisa Hitlera wskazuje osobę bogatego Żyda pochodzącego z Gratzu o nazwisku Frankerberger. Miał on spłodzić syna pracującej u niego służącej, którą była Maria Schicklgruber. Frankerberger miał rzekomo jeszcze przez kilkanaście lat po urodzeniu Aloisa płacić na jego utrzymanie. Fakt ten potwierdza Hans Frank, który w swoim, pisanym w cieniu czekającej na niego szubienicy, pamiętniku opisał rozmowę jaką odbył na ten temat z Hitlerem. Podczas tej rozmowy Hitler miał potwierdzić, że jego uboga babka otrzymywała pieniądze od jakiegoś bogatego Żyda z Grazu, ale tylko dlatego, że „wrobiła” go w ojcostwo, aby wyłudzić pieniądze na utrzymanie syna. Słowa, które Frank zapisał w swoim pamiętniku, zainspirowały do badań licznych historyków, którzy w rejestrach służby domowej w Gratzu na próżno szukali nazwiska Marii Schicklgruber. Jednocześnie okazało się, że Żydzi od XV do XIX wieku mieli zakaz osiedlania się w tym mieście. Czyżby Hans Frank kłamał?
Wątpliwości jakie istnieją przy każdej z trzech teorii dotyczących osoby domniemanego dziadka Adolfa Hitlera, powodują, że jego tożsamość prawdopodobnie już na zawsze pozostanie nieznana.

"Nikt nie może się dowiedzieć"

Interesujące jest to w jaki sposób Adolf Hitler odnosił się do historii własnych przodków i reagował na wszelkie próby badania jego drzewa genealogicznego – „Ludzie nie mogą dowiedzieć się kim jestem. Nie mogą wiedzieć skąd pochodzę” – słowa, które przyszły Kanclerz III Rzeszy wypowiedział na wieść o pierwszych próbach weryfikacji jego pochodzenia, mogą świadczyć, że jednak miał coś do ukrycia. Kiedy docierały do niego informacje, że ktoś próbuje sprawdzać przeszłość jego rodziny, Hitler wpadał w histeryczną furię i nie przebierał w środkach, żeby zamknąć usta ciekawskim. Nieszczęśnikiem, który mógł się o tym przekonać na własnej skórze był wydawca jednej z wiedeńskich gazet, która w połowie lat dwudziestych, pod sugestywnym tytułem „Heil Schicklgruber!”, opublikowała informację, że ojciec Hitlera przed zmianą nazwiska nazywał się Schicklgruber. Wydawca został wkrótce dotkliwie pobity przez dwóch młodych „nieznanych sprawców”. Reakcja Hitlera była dla niego o tyle niefortunna, że na skutek pobicia sprawą zainteresowały się inne gazety.
Chyba najbardziej wymownym przykładem obsesyjnego podejścia Hitlera do historii własnej rodziny był los jaki spotkał Döllersheim - miejscowość, w której ochrzczono jego ojca i gdzie pochowano babkę. Po przyłączeniu w 1938 roku Austrii do III Rzeszy, wszystkich mieszkańców wysiedlono, a całą okolicę zmieniono w poligon Wehrmachtu. Pociski artyleryjskie szybko zmiotły miejscowość z powierzchni ziemi i do dziś nie odnajdziemy jej na żadnej mapie. 
Pytanie tylko, czy Hitler wstydził się nazwiska swoich przodków, czy też próbował ukryć żydowski rodowód swojego dziadka? Prawdopodobna jest również ewentualność, iż on sam nie był do końca pewny swojego pochodzenia i podejrzewając, że drzewo genealogiczne jego rodziny może ukrywać jakieś mroczne tajemnice, które zrujnowałyby mu polityczną karierę, robił wszystko aby nie dopuścić do ich ujawnienia. 
Jedyna osoba, która ze 100% pewnością mogłaby wskazać kto był dziadkiem Adolfa Hitlera, czyli jego babcia Maria Schicklgruber, zabrała swój sekret do grobu. Historykom i biografom pozostały poszlaki, domysły i spekulacje, które zapewne nigdy nie ustaną.
Prawdopodobnie nigdy nie dowiemy się również co skłoniło Aloisa Schicklgrubera, do zmiany nazwiska. Możemy za to być pewni, iż słowa Adolfa Hitlera: „Za nic nie jestem swojemu ojcu tak wdzięczny, jak za porzucenie pospolitego wiejskiego nazwiska Schicklgruber”, były jak najbardziej szczere i prawdziwe.
Nie przeceniając znaczenia takiego detalu jak nazwisko, należy sobie zadać pytanie czy niepozorny brunet z charakterystycznym wąsikiem, zdołałby otumanić 70 milionów Niemców, którzy wynieśli go na urząd Kanclerza i umożliwili realizację zbrodniczej ideologii, gdyby nazywał się Adolf Schicklgruber?
Spróbujmy sobie wyobrazić brunatny tłum „aryjczyków”, którzy patrząc na swojego „wodza” z fanatycznym uwielbieniem w oczach, ryczą w ekstazie na całe gardło: „Heil Schicklgruber !!!” Niewyobrażalne. Prawda?



Bibliografia:
I. Kershaw, Hitler 1889-1939. Hybris, Rebis Dom Wydawniczy, 2001r.
R. Rosenbaum, Wyjaśnianie Hitlera. W poszukiwaniu źródeł zła, Prószyński i S-ka, 2001r.

poniedziałek, 06 lutego 2012, jonaszdrobniak

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/02/09 15:20:02
Hej Jonaszku
Czyżby zmiana formuły ... krótki wstęp na wzbudzenie ciekawości? No czekam, czekam ... i pozdrawiam:)
-
2012/02/09 16:23:40
Witam, miło widzieć Twój komentarz, bo już myślałem, że całkiem pożegnałaś się z Bloxem :-)
Formuła taka sama, tylko zmiana kompozycji :-) Teraz na pierwszej stronie widać tylko wstęp, a resztę przeczytasz jak klikniesz na "czytaj dalej", ewentualnie na tytuł. Chyba, że cały mój przydługawy wpis potraktowałaś jako "krótki wstęp" ? ;-)
pozdrawiam :-)
-
2012/02/13 20:47:33
Alez ze mnie slepota:) Oczywiście nie zauważyłam "czytaj dalej". Przepraszam Cię.
Rozśmieszyło mnie zakończenie tej historii - faktycznie trudno wyobrazic sobie okrzyki "heil Schicklgruber":) Masz rację, tak mały z pewnej perspektywy szczegół jak brzmienie nazwiska, w tej konkretnej sytuacji był bardzo istotnym czynnikiem. Pozdrawiam:)
-
2012/02/14 16:32:07
Jesteś usprawiedliwiona, bo "czytaj dalej" było napisane za małą czcionką i dopiero po Twoim komentarzu ją powiększyłem. Tak więc dzięki za zwrócenie uwagi, bo coś mi się wydaje, że nie jesteś jedyną osobą, która zakończyła lekturę tego wpisu na wstępie ;-)
pozdrawiam:-)
-
2012/02/17 11:32:39
Fascynująca historia!
Myślę, że właśnie tuszowanie ewentualnego żydowskiego pochodzenia leżało u podstaw postępowania Hitlera.
Nie był jedyną osobą, która chciała się odciąć od swojej przeszłości...

Swoją drogą, to naprawdę jestem zdumiona, jak wiele można odgrzebać chociażby z takich ksiąg parafialnych.
-
2012/02/18 10:27:31
Oj tak, księgi parafialne, to skarbnica wiedzy. Kiedyś przeglądałem księgi z XIX wieku, gdzie wpisy były dokonane cyrylicą. Dla większości z nas historia rodziny kończy się na tym, że wiemy kim byli nasi pradziadkowie. Jeśli ktoś jest ciekawy swoich "korzeni", to może właśnie zacząć od przewertowania ksiąg parafialnych.
pozdrawiam :-)

  

   
stat4u





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

free counters