Historia nie jest nudna, są tylko źle opowiedziane historie...
Blog > Komentarze do wpisu

Piwo fundamentem naszej cywilizacji?

Co skłoniło naszych przodków do porzucenia koczowniczego trybu życia oraz pogoni za dziką zwierzyną i spowodowało, że postanowili na stałe osiąść w jednym miejscu i rozpocząć monotonny żywot plantatora i hodowcy zwierząt?




Oryginalne rozwiązanie, tej od lat nurtującej badaczy tematu zagadki, proponuje amerykański antropolog Solomon Katz, który wysnuł swoją teorię w oparciu o analizę tekstu wyrytego na glinianej tabliczce pochodzącej sprzed kilku tysięcy lat i zawierającego przepis na wytwarzanie piwa. Według niego impulsem, który spowodował, że nasi praprzodkowie, z nomadów uganiających się za dziczyzną, pewnego dnia zmienili się w uprawiających ziemię i pasących świnki, spokojnych domatorów, było … piwo.
Jak to często bywa z wydarzeniami zmieniającymi bieg historii, tym razem również decydującą rolę odegrał przypadek. Około 10 tys. lat temu pewien prehistoryczny kucharz przygotowywał zaczyn do wypieku chleba. Jak to robił już wielokrotnie, do odkrytego naczynia wsypał odmierzone miarki ziaren dzikiej pszenicy i dzikiego jęczmienia i zalał je wodą. Traf chciał, że akurat w tym dniu coś zmusiło go do przerwania pracy.  Kiedy po jakimś czasie bohater naszej historii zajrzał do naczynia ze zbożową papką, był pewny, że ta uległa zepsuciu i do niczego nie będzie się nadawała. Tymczasem okazało się, że za sprawą znajdujących się w powietrzu drożdży, w otwartym naczyniu rozpoczął się proces fermentacji, powodując powstanie spienionego, mętnego napoju o żółto-złocistej barwie. Przypadkowo odkrytą recepturę wkrótce zaczęto udoskonalać i już Sumeryjczycy mogli się pochwalić umiejętnością produkcji kilkunastu różnych gatunków napitku, który nazywano piwem, chociaż zarówno jego smak jak i wygląd nie przypominały tego co dziś możemy zobaczyć w swoich kuflach. Piwo wytwarzano wówczas z ziaren pszenicy i jęczmienia (chmielu zaczęto dodawać kilka tysięcy lat później), z których pieczono tzw. „chleby piwne”. Powstający w ten sposób gęsty napój zawierał ziarna i drobne kawałki chleba, które zapewniały mu wysoką kaloryczność i pożywność. Dzięki temu doskonale uzupełniał dietę naszych przodków co spowodowało, że stał się drugim, zaraz po mięsie, składnikiem jadłospisu człowieka epoki neolitu. Szybko zauważono również, że jego spożywanie poprawia nastrój, w wymiarze wprost proporcjonalnym do ilości wypitego trunku. Możemy się tylko domyślać, która z powyższych zalet miała większe znaczenie dla ówczesnych konsumentów.
Według Katza, to właśnie ta „antydepresyjna” właściwość mętnego napitku z pianką przesądziła o tym, że nasi przodkowie zdecydowali się osiąść w jednym miejscu i rozpocząć uprawę zbóż niezbędnych do produkcji piwa.
Amerykański naukowiec zauważa, że koczowniczy tryb życia opierający się na łowiectwie i zbieractwie, zapewniał przewidywalne i dostatnie życie. Dziczyzny było na tyle dużo, że nasi praprzodkowie mieli pewność, iż zawsze będą mieli co upiec nad ogniskiem. Kiedy zjedli już wszystko co było w ich zasięgu, zwijali swój skromny dobytek i przenosili się w inne miejsce, gdzie pożywienia było pod dostatkiem. Tymczasem „przekwalifikowanie” się na uprawę roli oznaczało wówczas znacznie mniej pewną i przewidywalną egzystencję. Nigdy nie można było być pewnym efektów całorocznej ciężkiej pracy, ponieważ w znacznej mierze były one uzależnione od kaprysów pogody, co powodowało, iż żyło się w ciągłej niepewności o to czy będzie co „do garnka włożyć”. Żeby osiągnąć poziom życia porównywalny z tym jaki wcześniej zapewniało łowiectwo, trzeba było włożyć o wiele więcej wysiłku, przy czym gwarancja sukcesu była relatywnie mniejsza.
Porzucenie sprawdzonego i pewnego modelu życia dla nowej, mniej przewidywalnej egzystencji musiało być zatem poparte bardzo silną motywacją. Katz uważa, że taką motywację stanowiła właśnie potrzeba produkcji piwa, która skłoniła naszych przodków do podjęcia rewolucyjnych decyzji i stała się swoistym katalizatorem społecznych i kulturowych zmian.
Kto wie kiedy nasi przodkowie odwiesiliby na kołku myśliwski łuk i stanęli za pługiem, gdyby nie silna pokusa poprawienia sobie humoru za pomocą złocistego napitku z białą pianką.
Gdyby nie łyk „jasnego pełnego” być może człowiek nie zdecydowałby się na rozpoczęcie osiadłego trybu życia i nie zbudował pierwszych osad, będących zalążkami miast, w których zrodziły się największe cywilizacje starożytnego świata.
Czy piwo faktycznie było bodźcem, który dał potężnego „kopa” rozwojowi ludzkości, czy też Solomon Katz zdecydowanie przecenia jego wpływ na rozwój naszej cywilizacji? Akademickie spory w tym zakresie zapewne pozostaną nierozstrzygnięte przez długie lata, natomiast dla mnie kwestią bezsporną jest to, iż piwo ma zdecydowanie pozytywny wpływ na nasze samopoczucie – pod warunkiem oczywiście, że nie przesadzimy z jego ilością. 

inspirację do napisania tego tekstu stanowił poniższy artykuł:
http://www.nytimes.com/1987/03/24/science/does-civilization-owe-a-debt-to-beer.html  

czwartek, 29 grudnia 2011, jonaszdrobniak

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2012/01/02 18:33:56
Jak zwykle ciekawie i z humorem, tym razem o złocistym napoju, który właśnie stoi przede mną - niby w święta jakoś nie wypadało (świąteczne winko). W Pańskie ręce perswaduję jak mawiali sarmaci - dziś piwkiem Hollandia. Zdrówka i humoru na cały rok.
-
2012/01/03 08:36:32
Przyznam szczerze, że ta hipoteza wydaj mi się dość prawdopodobna, szczególnie, że smakosze sfermentowanych drożdży odkryli pewnie niedługo po osiedleniu ... ysfermentowane winogrona :)
Jeśli ja bym zyła w tamtych czasach, to kto wie, może do dziś bylibyśmy nomadami. Nie cierpię piwa :)
Pozdrawiam noworocznie.
-
2012/01/03 21:43:27
Trudno mnie nazwać piwoszem, ale dobre piwko od czasu do czasu nie jest złe :-)
Również życzę Wam wszystkiego najlepszego w nowym roku!
pozdrawiam
p.s. dzisiejszy komentarz "sponsoruje" Carlsberg ;-)

  

   
stat4u





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

free counters