Historia nie jest nudna, są tylko źle opowiedziane historie...
Blog > Komentarze do wpisu

Matt Urban - amerykański bohater o polskich korzeniach

Medal Honoru - najwyższe wojskowe odznaczenie w Stanach Zjednoczonych, otrzymało około czterystu uczestników II Wojny Światowej. Jednym z nich jest syn polskich emigrantów, o którym mówi się, że był najwaleczniejszym amerykańskim żołnierzem na frontach II Wojny Światowej.



Mat Urban (właściwie Urbanowicz) urodził się 25 sierpnia 1919 roku w Buffalo w Stanie Nowy York, w rodzinie polskich emigrantów Stanleya i Heleny Urbanowiczów.  
W 1941 roku, tuż po uzyskaniu dyplomu wyższej uczelni wstąpił do wojska i wkrótce znalazł się w Fort Brag – centrum szkolenia amerykańskiej armii.
W listopadzie 1942 roku jako oficer 9 Dywizji Piechoty, znalazł się u wybrzeży Afryki Północnej, biorąc udział w operacji Torch.
Podczas desantu Matt pozostał na jednym z okrętów desantowych, jako oficer, odpowiedzialny za przyjęcie powracających z pola bitwy żołnierzy. Kiedy na okręt zaczynają napływać informacje, że na plaży toczą się ciężkie walki, Matt podejmuje decyzję, która w zasadniczy sposób wpłynie na jego dalszą karierę w wojsku - Tam obrywali moi kumple, a ja miałem spokojnie czekać na nich z ciepłą kawą? - Jak ja bym później spojrzał sobie w twarz przy goleniu?
Żeby dołączyć do swoich kolegów walczących na brzegu, Matt łamie rozkaz swojego dowódcy, który kategorycznie zabrania mu opuszczania okrętu. Przełożony nie pozostawia złudzeń, co do jego dalszych losów - Ostrzegam Kapitanie – opuszczenie okrętu oznacza dla Pana sąd wojenny.
Podjęcie decyzji i złamanie rozkazu nie załatwiało sprawy. Pozostawał jeszcze problem jak dostać się na plażę, podczas gdy wszystkie łodzie odpłynęły z desantującymi się żołnierzami. Matt „pożyczył” jeden z gumowych pontonów ratunkowych, w którym dotarł do brzegu. Na miejscu zastąpił rannego oficera i przejął dowodzenie plutonem.
Stosunek Matta do regulaminu i rozkazów oraz umiejętność improwizacji, nie pozostawiają chyba wątpliwości co do tego, że jego przodkowie mieli na nazwisko Urbanowicz i pochodzili z kraju nad Wisłą.
Sztab Dywizji ocenił postawę Matta nieco inaczej niż jego bezpośredni przełożony, który musiał mieć nietęgą minę, kiedy dowiedział się, że kapitan, którego chciał postawić przed sądem, nie dość, że uniknął odpowiedzialności, to jeszcze w uznaniu zasług, został awansowany na dowódcę kompanii.
Matt Urban wraz ze swoją jednostką przechodzi przez całą kampanię w Tunezji, uczestnicząc m.in. w słynnej bitwie na Przełęczy Kasserine, podczas której samodzielnie niszczy niemiecki punkt obserwacyjny oraz prowadzi natarcie swojej kompanii na nieprzyjacielskie pozycje.
Kampania afrykańska, podczas której Mat został dwukrotnie ranny, przyniosła mu pierwsze odznaczenia. Otrzymał Brązową Gwiazdę, dwie Srebrne Gwiazdy i dwa Purpurowe Serca.
W czerwcu 1944 roku 9 Dywizja Piechoty, a wraz z nią Matt Urban trafiają do Normandii. Wkrótce podczas potyczki w okolicach miejscowości Renouf, przy użyciu granatnika przeciwpancernego niszczy dwa niemieckie czołgi. W trakcie tej akcji zostaje ranny w nogi. Mimo odniesionych ran nie opuszcza swojego oddziału. Niestety następnego dnia otrzymuje kolejny postrzał, tym razem w prawe przedramię. Rana okazuje się na tyle poważna, że Matt musi być ewakuowany do szpitala w Anglii.
Podczas swojej rekonwalescencji Matt dowiaduje się z gazet, że jego macierzysta jednostka, czyli 2 Batalion 60 Pułku 9 Dywizji Piechoty, toczy ciężki boje w Normandii, ponosząc przy tym duże straty. Wiedząc, że Dywizja cierpi na niedostatek oficerów, nie zastanawia się długo. Z niezaleczonymi do końca ranami, opuszcza szpital aby dołączyć do swoich walczących kolegów.
Po przybyciu do Francji trafia na pierwszą linię, gdzie jego oddział, przy wsparciu czołgów, stara się zdobyć umocnione niemieckie pozycje. Matt przybywa na miejsce w kryzysowym momencie. Atak utknął w miejscu, a żołnierze kryli się przed artyleryjskim ostrzałem. Spośród trzech czołgów, dwa były zniszczone, a trzeci stracił dowódcę i celowniczego działa. Dwaj kolejni czołgiści, którzy próbowali dostać się do czołgu, aby zastąpić poległych kolegów, zginęli przy jego włazach.
Matt zbiera rozproszonych żołnierzy i utykając rusza na ich czele do ataku. Wspina się na czołg i nie bacząc na pociski rykoszetujące od pancerza, otwiera ogień z osadzonego na wieżyczce karabinu maszynowego. Czołg rusza do przodu, piechota podrywa się do ataku. Natarcie jest uratowane. Niemieckie pozycje zostają zdobyte. 
Matt Urban wykazał się wyjątkowym zaangażowaniem i talentem dowódczym, a dzięki jego postawie 2 batalion uniknął okrążenia i przeprowadził skuteczny atak na nieprzyjacielskie pozycje.
2 sierpnia podczas kolejnego ataku na niemieckie pozycje w Normandii, Matt zostaje ranny odłamkami w klatkę piersiową. Wbrew zaleceniom batalionowego chirurga, który chce go odesłać do szpitala, pozostaje w oddziale. Cztery dni później, 6 sierpnia obejmuje dowództwo 2 Batalionu, zastępując poległego poprzednika.
Wkrótce nowo mianowany dowódca, walcząc na czele swoich żołnierzy w bitwie niedaleko miasta St. Lo, zostaje ranny odłamkami szrapnela, w plecy i klatkę piersiową. Mimo tego po raz kolejny kategorycznie sprzeciwia się ewakuowaniu go do szpitala i pozostaje na pierwszej linii.
Jego podkomendni, nie mogąc pojąć w jaki sposób po każdej odniesionej ranie, jest w stanie wrócić na pole bitwy i dowodzić, zaczynając o nim mówić „The Ghost” – „Duch”. Wiele lat po wojnie, Matt zapytany skąd się wziął jego pseudonim, odpowie z uśmiechem – „Nie wiem, to chyba dlatego, że za każdym razem kiedy moi żołnierze byli pewni, że już więcej mnie nie zobaczą, ja zawsze wracałem - jak duch”
Sierżant walczący pod St. Lo, który pochodził z innej jednostki i nie znał Matta wcześniej, opisał go w następujący sposób - Biegał z karabinem w ręce i wydzierał się na wszystkich, podrywając nas do ataku. Sprawiał wrażenie najbardziej szalonego oficera jakiego spotkałem, ale to jego szaleństwo było pozorne. Tak naprawdę tego oficera charakteryzowała niezwykła odwaga, którą „zarażał” skupionych wokół siebie żołnierzy i motywował ich do walki. Dzięki temu ocaleliśmy. On uratował nam w tym dniu życie.
Szczęście dopisywało Mattowi, przez kolejne tygodnie, podczas których jego jednostka walczyła we Francji, Belgii, Luksemburgu i Holandii.
3 września 1944 roku 2 Batalion otrzymuje rozkaz przełamania niemieckiej obrony nad rzeką Mozą w Belgii. Podczas ataku Matt idąc na czele swoich żołnierzy, otrzymuje postrzał z niemieckiego cekaemu. Tym razem rana jest o wiele poważniejsza niż wszystkie poprzednie. Niemiecka kula trafia go w szyję, uszkadzając struny głosowe. Stan rannego jest krytyczny. Wezwany ksiądz udziela mu ostatniego namaszczenia.
Okazuje się jednak, że Matowi nie jest pisane zginąć śmiercią bohatera. Pomimo ciężkich, zagrażających życiu obrażeń, namaszczenie okazuje się przedwczesne.
Kiedy opuszcza szpital słyszy druzgocącą diagnozę – Już nigdy nie odzyska Pan głosu… Uszkodzenie strun głosowych jest zbyt rozległe….
Potrzebuje dwóch lat oraz nadzwyczajnej determinacji i cierpliwości, aby udowodnić lekarzom, że są w błędzie. Wreszcie może głośno wypowiedzieć zdanie, które tyle razy powtarzał sobie w myślach. – A jednak mówię – mylił się Pan, doktorze.
Do końca życia będzie mówił z charakterystyczną chrypką, która pozostanie niezatartą „pamiątką” wojennych przeżyć.  
W momencie zakończenia wojny Matt Urban ma na swoim koncie ponad dwadzieścia różnych odznaczeń, w tym siedem Purpurowych Serc – każde za jedną ranę odniesioną na polu walki.

Nie wie wówczas, że został zgłoszony do Medalu Honoru – najwyższego odznaczenia wojskowego w Stanach Zjednoczonych, nadawanego za wykazanie się wyjątkową odwagą na polu bitwy. Wniosek o odznaczenie zgłosił pułkownik, który był świadkiem dokonań Matta podczas bitwy pod St. Lo, kiedy ranny prowadził swoich żołnierzy do ataku.
Niestety wkrótce po tym pułkownik zginął, a wniosek zawieruszył się w biurokratycznej machinie. Dopiero pod koniec lat siedemdziesiątych, odnalazł go dziennikarz badający wojenne losy Matta Urbana, który nagłośnił sprawę.
W dniu 19 lipca 1980 roku, trzydzieści pięć lat po zakończeniu wojny, Matt Urban otrzymał Medal Honoru z rąk Prezydenta Stanów Zjednoczonych Jimmy Cartera.
Okoliczności uhonorowania Matta Urbana Medalem Honoru są wyjątkowe nie tylko z powodu tak dużego opóźnienia. Po raz pierwszy, w ponad stuletniej historii tego odznaczenia, zdarzyło się, iż zostało ono wręczone nie za pojedynczy heroiczny czyn, ale za konsekwentną bohaterską postawę, którą Matt Urban wykazywał się podczas całego swojego pobytu na froncie.
W uzasadnieniu nominacji napisano m.in. – „Sposób, w jaki kapitan Urban dowodził, jego bezgraniczna odwaga, śmiałość i wielokrotne narażanie życia pod ostrzałem wroga, były przykładem dla całego batalionu. Walecznością i zdecydowaniem kapitan Urban podtrzymał chwalebne tradycje Armii Stanów Zjednoczonych i zasłużył na najwyższą nagrodę”.

Kiedy Matt Urban odbierał Medal Honoru, miał już w swojej kolekcji 28 innych odznaczeń, w tym belgijskie i francuskie – między innymi Legię Honorową. Tym samym stał się najczęściej odznaczanym żołnierzem amerykańskim, spośród wszystkich, którzy walczyli podczas II Wojny Światowej.
Matt Urban zmarł 4 marca 1995 roku w wyniku powikłań powstałych na skutek jednej z ran odniesionych podczas wojny.
„Najznakomitszy żołnierz w amerykańskiej historii”, jak określił go Prezydent Jimmy Carter wręczając mu Medal Honoru, został pochowany na wojskowym Narodowym Cmentarzu w Arlington.

pisząc ten tekst korzystałem m.in. z:
http://www.arlingtoncemetery.net/murban.htm
http://info-poland.buffalo.edu/classroom/urban/story.html
http://www.answers.com/topic/matt-urban

czwartek, 13 października 2011, jonaszdrobniak

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/10/17 19:37:24
"Stosunku Matta do regulaminu i rozkazów oraz umiejętność improwizacji, nie pozostawiają chyba wątpliwości co do tego, że jego przodkowie mieli na nazwisko Urbanowicz i pochodzili z kraju nad Wisłą."

He, he, zakazy są w końcu po to by je łamać. Tak swoją drogą, to w angielskim nie ma odpowiednika słowa 'kombinować' (są inne, podobne, ale jednak o innych konotacjach). O czymś to świadczy, prawda? :))

Ciekawy człowiek.

Ja się zawsze przy tego typu historiach zastanawiam, jak ja bym się zachowała w takiej sytuacji. Chciałabym myśleć, że też byłabym taka zdolna do poświęceń (nie, żeby od razu dowódca :)), ale ... wątpię.
-
2011/10/17 23:24:45
Chyba nasza "pokręcona" historia zmusiła nas do tego "kombinowania". Anglicy mieli to szczęście, że ich dzieje toczyły się nieco bardziej "klasycznie" niż nasze ;-)
Niestety to kombinowanie, które pomagało nam przetrwać w ciężkich czasach, jest naszym przekleństwem zawsze kiedy odzyskamy wolność...

p.s. ups... właśnie zauważyłem literówkę w moim wpisie - ale wpadka... Dzięki że zacytowałaś ten fragment ;-)
-
2011/10/25 12:51:32
Mnóstwo szczęścia miał przede wszystkim ten człowiek. Tyle razy uszedł z życiem. Jednym dodaje to zuchwałości, a inni wycofują się po takich doznaniach. Niewątpliwie jednak był to bohater!!
Pozdrawiam :):)

  

   
stat4u





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

free counters