Historia nie jest nudna, są tylko źle opowiedziane historie...
Blog > Komentarze do wpisu

Staniemy za każdym wielbłądem!

Na nabrzeżu portu w Aleksandrii stał smukły mężczyzna w generalskim mundurze. Archibald Wavell, dowódca sił sprzymierzonych na Bliskim Wschodzie, przyglądał się nowiutkim czołgom Matilda II, które właśnie przypłynęły z Wielkiej Brytanii.
Doświadczony generał, był zdruzgotany tym co zobaczył. Pojazdy, które miały mu pomóc w przełamaniu frontu i pokonaniu niemieckich i włoskich oddziałów, były całkowicie bezużyteczne. Wszystkie bez wyjątku były pomalowane oliwkowozieloną farbą, która w Europie stanowiła kolor maskujący, ale na libijskiej pustyni czyniła pojazdy idealnym celem dla niemieckiej artylerii.

- Popraw mnie jeśli się mylę – Wavell zwrócił się do towarzyszącego mu oficera – ale o ile mi wiadomo, to w chwili obecnej nie dysponujemy żadną farbą maskującą?
- Obawiam się, że ma Pan rację Generale. Nie mamy nawet jednego litra, a na transport z Anglii musielibyśmy czekać kilka tygodni. Jedyne miejsce w Afryce Północnej, w którym moglibyśmy w tej chwili znaleźć farbę w kolorze piaskowym, to niemieckie magazyny.
- No to, mamy problem…


czołg Matilda II (źródło Wikipedia)

Gen. Archibald Percival Wavell był pierwszym alianckim dowódcą, który zrozumiał i z powodzeniem wcielił w życie koncepcję wojny błyskawicznej. Na początku 1941 roku, żaden inny brytyjski generał nie mógł się poszczycić tak błyskotliwymi sukcesami. 30 tys. dowodzonych przez Wavella żołnierzy doszczętnie rozbiło wielokrotnie liczniejszych Włochów. Oddziały sprzymierzonych wzięły do niewoli ponad 120 tys. jeńców i zdobyły około 6 tys. samochodów pancernych i czołgów oraz niemal całą artylerię, pojazdy transportowe i zaopatrzenie. 
Gen. Wavell osiągnął szczyt swojej wojskowej kariery i zyskał uwielbienie spragnionych sukcesów Brytyjczyków. Jego przeciwnik - dowodzący włoskimi oddziałami marszałek Graziani, po sromotnej i kompromitującej klęsce, został zdymisjonowany i wrócił w niesławie do Włoch.
Kiedy opromieniony sukcesami Wavell przygotowywał się do zadania decydującego ciosu, który miał ostatecznie wypchnąć Państwa Osi z Bliskiego Wschodu, z Londynu przyszły nowe rozkazy. Churchil nakazywał wstrzymać ofensywę i z część sił jakimi dysponował Wavell utworzyć korpus ekspedycyjny, który zamierzano przerzucić do Grecji. W skład korpusu miała wejść Samodzielna Brygada Strzelców Karpackich, ale Grecja wkrótce skapitulowała, w efekcie czego polscy żołnierze pozostali w Afryce i wkrótce zasłynęli jako niezłomni obrońcy Tobruku.
Zatrzymanie ofensywy okazało się dla Aliantów fatalne w skutkach. Zadziałała zasada zgodnie, z którą niewykorzystane sytuacje mszczą się szybciej niż byśmy się tego spodziewali. Na odsiecz włoskim niedobitkom zdążył przybyć gen. Erwin Rommel na czele Afrika Korps i karta się odwróciła. Uszczuplone oddziały Wavela zostały zepchnięte do defensywy i straciły zdobyty niedawno teren, pozostając jedynie w oblężonym Tobruku.
Brytyjczycy próbowali odzyskać utracone pozycje i odblokować Tobruk. Pierwsza operacja pod kryptonimem „Brevity”, przeprowadzona w maju 1941 roku, zakończyła się ich porażką. Stracili kilkadziesiąt czołgów i ponad tysiąc żołnierzy, a Tobruk pozostał nadal w okrążeniu. Sytuacja na północno-afrykańskim froncie była patowa. Alianci nie potrafili wypchnąć oddziałów Rommla z Libii, a państwa Osi nie mogły zająć twierdzy w Tobruku, która niezdobyta pozostawała na ich tyłach.
Sytuacja w Afryce Północnej bardzo niepokoiła Winstona Churchila, który obawiając się, że oddziały dowodzone przez Rommla ruszą do ofensywy i zajmą Egipt, co w praktyce oznaczałoby utratę Bliskiego Wschodu, postanowił uprzedzić słynnego „Lisa Pustyni”.
Brytyjczycy zaplanowali kolejny atak, który miał nosić kryptonim „Battleaxe”. Celem ataku, ponownie było odblokowanie oblężonego Tobruku i zdobycie Cyrenajki, co miało odsunąć Rommla od Egiptu.
Przeprowadzenie ofensywy było niemożliwe bez uprzednich uzupełnień sprzętu, w szczególności czołgów, które w walkach na pustyni odgrywały kluczową rolę. Wzmocnienie takie umożliwił konwój, który uciekając U-Bootom i kryjąc się przed niemieckimi i włoskimi bombowcami, patrolującymi Morze Śródziemne, dotarł do Aleksandrii, przywożąc w ładowniach statków 238 czołgów Matilda II – wówczas najnowocześniejszych czołgów wsparcia piechoty, jakimi dysponowali Brytyjczycy.
Pierwotnie czołgi miały trafić do Grecji, więc pomalowano je na odpowiedni w europejskich warunkach, kolor oliwkowozielony. Zanim jednak dotarły na miejsce, Grecja skapitulowała, więc bez zbędnej zwłoki, tak jak stały, wysłano je do Afryki, gdzie były pilnie potrzebne.
Podczas afrykańskiej kampanii Wavell, który zmuszony był walczyć z o wiele liczniejszym i lepiej zaopatrzonym przeciwnikiem, nauczył się, że podstępem i umiejętnością improwizacji, często można zrównoważyć dysproporcje w liczebności żołnierzy oraz niedobory w zaopatrzeniu.
W brytyjskiej Armii panowała godna pochwały zasada, zgodnie z którą żołnierz, który legitymował się specjalistycznymi umiejętnościami, czy fachową wiedzą, otrzymywał przydział, który pozwalał wykorzystać jego umiejętności jak najbardziej efektywnie. Dzięki temu, rekrut bez zbędnej straty czasu na szkolenie, stawał się specjalistą w swoim fachu w tym samym dniu, kiedy trafiał do jednostki. 
Jeśli żołnierz był w cywilu mechanikiem, kierowcą, czy księgowym, to sprawa była oczywista, ale na co może się przydać armii nauczyciel akademicki, utalentowany malarz i rysownik, albo scenograf filmowy? 
Kiedy do Afryki Północnej dotarła grupa żołnierzy o takich nietypowych dla wojska umiejętnościach, Wavell zdając sobie sprawę ze znaczenia jakie na wojnie odgrywają fortel i umiejętność oszukania przeciwnika, rozkazał stworzyć oddział o nazwie „Doświadczalna Sekcja Maskowania” (Camouflage Experimental Section).
Przez całą drogę powrotną z Aleksandrii, do swojej kwatery w Kairze, Wavell zastanawiał się jak rozwiązać problem zielonych czołgów. Jak pomalować ponad 200 czołgów nie mając ani litra farby? Kiedy dojechał na miejsce wiedział już komu zleci wykonanie tego zadania.
Doświadczalną Sekcją Maskowania kierował porucznik Frank Knox, w cywilu profesor Oxfordu.
Kiedy w jego kwaterze pojawił się oficer, który już na wstępie zaanonsował się, że przyjeżdża ze specjalnym rozkazem od generała Wavella, Knox od razu nabrał najgorszych przeczuć.

- Generał chce żebyście przygotowali farbę maskującą, którą będzie można pokryć czołgi.
- Ile ma być tej farby?
- Kilka ton – trzeba nią pomalować 238 czołgów Matilda II, które właśnie przypłynęły do Aleksandrii.
- Oboje wiemy, że w naszych magazynach nie ma farby, która wystarczyłaby na pomalowanie roweru, a Pan mi proponuje pomalowanie ponad 200 czołgów? – Knox skrzywił się z wyraźną dezaprobatą.
- To nie propozycja poruczniku, tylko rozkaz i nie mój, tylko gen. Wavella. Chyba wszystko jasne?
Cóż było robić, rozkaz to rozkaz. Knox szybko zdecydował, że osobą najbardziej odpowiednią do wykonania pozornie niewykonalnego zadania, czyli znalezienia sposobu na to jak wyprodukować kilka ton farby na środku pustyni, będzie starszy szeregowy Philip Townsend. W cywilu utalentowany malarz, a przy tym wyjątkowy indywidualista i samotnik. Kiedy przybył na Bliski Wschód i złożono mu propozycję, aby dołączył do grupy ludzi tworzących Doświadczalną Sekcję Maskowania, powiedział: „Znam się na malowaniu i nie boję się ciężkiej pracy. Wiem wszystko o barwnikach i mieszaniu. Nie przyjechałem tu jednak po to, aby szukać nowych przyjaźni. Dajcie mi święty spokój i pozwólcie pracować samemu”
Kiedy Townsend usłyszał jakie zadanie zlecono mu wykonać, bez zbędnych wstępów, przystąpił do działania. Wytłumaczył, iż pierwszą rzeczą jakiej należy szukać, jest substancja, która będzie się trzymać malowanej powierzchni i jednocześnie skupi w sobie barwnik nadający całości właściwy kolor.
- Takim spoiwem – tłumaczył Townsend – może być wszystko co wysycha i twardnieje. Szukamy zatem cieczy lub proszku, które można rozpuścić i stworzyć jednorodną mieszaninę – kontynuował - na końcu wreszcie, musimy znaleźć odpowiedni barwnik, dzięki któremu uzyskamy piaskowy kolor.
Cała Doświadczalna Sekcja Maskowania wyruszyła w poszukiwaniu komponentów posiadających właściwości, które wymienił szeregowy Townsend.
Zespół nie posiadał się z radości, kiedy dotarł do, znajdującego się na północnych obrzeżach Kairu, olbrzymiego wojskowego wysypiska śmieci. Składowano tam zarówno rzeczy pochodzące ze storpedowanych statków transportowych, które morze wyrzuciło na brzeg, jak i wszelkiej maści dobra, które z różnych względów okazały się dla wojska bezużyteczne.
Na wysypisku, wśród stosów innych niepotrzebnych nikomu przedmiotów, Townsend i jego towarzysze znaleźli dużą liczbę puszek zawierających podejrzanie wyglądającą brunatną substancję o gęstej konsystencji. Kiedy jeden z poszukiwaczy odważył się skosztować znalezisko, stwierdził zaskoczony, że porzucone puszki zawierają tysiące litrów legendarnego angielskiego sosu Worcestershire – od połowy XIX wieku niezbędnego składnika wyspiarskiej kuchni.
Po tym odkryciu Townsend nieco się uspokoił. Miał już podstawowy komponent przyszłego spoiwa farby.
Dalsza penetracja olbrzymiego wysypiska przyniosła kolejne cenne odkrycia w postaci ton zepsutej mąki i przeterminowanego cementu.
Mając już wszystkie podstawowe komponenty Townsend zamknął się sam w swoim namiocie i zaczął eksperymentować, mieszając sos, mąkę i cement. Wreszcie udało mu się tak dobrać proporcje wszystkich składników, że uzyskał roztwór o właściwej gęstości, którym można było malować i który po pewnym czasie wysychał na pomalowanej powierzchni.
Niestety sukces był na razie połowiczny, ponieważ uzyskana substancja miała jasnoczerwony kolor, który na pustyni był równie bezużyteczny jak oliwkowo zielony.
Townsend musiał znaleźć odpowiedni pigment, który nada farbie pożądany piaskowy kolor. Zaczął więc próby ze wszystkim co uznał za nadające się do wykorzystania w roli barwnika. Niestety eksperymenty z różnego rodzaju tuszami, pudrami i kredkami, nie przyniosły oczekiwanych efektów.
Częstą cechą genialnych pomysłów jest to, ze są bajecznie proste, a ich autorzy wpadają na nie w najmniej oczekiwanym momencie. Nie inaczej było i w tym przypadku.
Townsend wpadł, a właściwie należałoby powiedzieć – wdepnął na rozwiązanie problemu, kiedy sfrustrowany kolejnymi nieudanymi próbami i zmęczony intensywnym myśleniem, wybrał się na spacer, aby nieco odświeżyć umysł. Kiedy zamyślony przechodził piaszczystą ścieżką, wdepnął w wysuszone wielbłądzie odchody. W ten sposób znalazł dla swojej farby pigment, który co prawda miał jedną poważną wadę w postaci zapachu, ale jednocześnie dawał idealny kolor o pustynnym odcieniu. Kolejną zaletą naturalnego „surowca” były jego niewyczerpane zasoby.
Zapotrzebowanie na hurtowe ilości wielbłądziego łajna spowodowało powstanie jednej najdziwniejszych jednostek w historii brytyjskiej armii – tzw. „Patroli Gówniarzy” (Dung Patrol). Ich członkowie zaopatrzeni w specjalne łopatki, podążali w ślad za każdą karawaną wychodzącą z Kairu, przeszukiwali pobliskie oazy i „patrolowali” kairskie ulice. Z typowym dla Anglików humorem, „Gówniarze” deklarowali: „Staniemy za każdym wielbłądem!”.
Ponieważ wysuszone wielbłądzie odchody od lat były wykorzystywane przez Arabów jako opał, „Gówniarze” nie cieszyli się zbytnią sympatią tubylców, którzy z irytacją patrzyli na ich poczynania. Wartość wielbłądzich placków wzrosła tak gwałtownie, że „Gówniarze” musieli się czasami wykazać nie lada sprytem i szybkością, żeby w wyścigu po cenny surowiec, ubiec miejscowych.
Szczęśliwie dla tubylców, brytyjska armia straciła zainteresowanie wielbłądzimi plackami, jak tylko zdołano uzyskać wystarczającą ilość farby.
Tysiące litrów, które „wyprodukowano” w wielkich baliach „wypożyczonych” nocą z wojskowej pralni, przekazano do warsztatów i wkrótce wszystkie Matyldy zyskały nowe, pustynne malowanie.
Ofensywa o kryptonimie „Battleaxe”, była uratowana – czołgi gen. Wavella mogły ruszyć do ataku.

Epilog

Pomysłowość starszego szeregowego Philipa Townsenda i operatywność jego kolegów niestety nie wystarczyły do sukcesu. Pomimo tego, że dzięki ich pracy, Alianci mogli użyć wszystkich czołgów jakie posiadali, operacja „Battleaxe” zakończyła się klęską. Czołgi sprawdziły się świetnie, ale o przegranej zadecydowały błędy taktyczne – m.in. złe oszacowanie wartości bojowej Afrika Korps oraz błędne rozpoznanie, które nie dostrzegło niemieckich umocnień.
Szczęśliwie dla Aliantów, siły niemieckie zgromadzone w Północnej Afryce, były zbyt słabe, aby wykorzystać wygraną bitwę i ruszyć na Egipt.
Konsekwencją porażki była dymisja gen. Wavella, który na kilka tygodni został całkowicie odsunięty od dowodzenia. W lipcu 1941 roku wysłano go do Indii, których skutecznie bronił przed Japończykami, dzięki czemu zyskał sławę i uznanie. Za swoje zasługi, w 1943 roku został awansowany do stopnia marszałka.
Doświadczalna Sekcja Maskowania, do końca kampanii w Afryce Północnej, jeszcze wielokrotnie wykazała się swoimi nieprzeciętnymi umiejętnościami i miała wymierny wkład w ostateczne zwycięstwo Aliantów.
Jednym z najbardziej spektakularnych wyczynów, specjalistów od maskowania, było „schowanie” przed niemieckimi bombowcami całej Aleksandrii, ale… to już zupełnie inna historia.

Bibliografia: D. Fisher, Magik wojenny, Warszawa 2005 
netografia : http://www.africaaxisallied.com/

 
niedziela, 10 lipca 2011, jonaszdrobniak

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/07/11 14:25:19
Gdzieś mignął mi ostatnio film z podobną historią ... tyle, że dotyczył skonstruowania z tektury czołgów i ciężarówek dla zmylenia przeciwnika. I też chyba chodziło o afrykański front .... Gdyby takie ciekawostki były w podręcznikach do historii, to znaczna ilość uczniów nie mówiłaby że się nudzi na lekcjach.
-
2011/07/11 16:32:14
Dobrze kojarzysz - te czołgi to sprawka tej samej ekipy, która "schowała" Aleksandrię :)
Historia z wielbłądami, jest najmniej znana, dlatego od niej zacząłem. Jak się spodoba, to będzie kontynuacja "afrykańskich historii" ;)
-
Gość: , *.xdsl.centertel.pl
2011/08/10 13:14:23
masz główną na wykopie:)
www.wykop.pl/link/840265/staniemy-za-kazdym-wielbladem/
-
2011/08/15 12:12:25
Witam, wielkie dzięki za informację :)
Bardzo dziękuję za wszystkie "wykopy" i komentarze!!!
Cieszę się jeśli wpis się spodobał:)
Zastanawiałem się, czy kontynuować wątek "afrykański", ale teraz widzę, że dalsze losy "gangu magików" mogą kogoś zainteresować ;)
Jak tylko znajdę wolną chwilę, to dopiszę ciąg dalszy :)
-
Gość: Marcin, 2.28.49.*
2016/07/11 08:10:18
z mila chęcią poczytam, poproszę o więcej takich ciekawostek :)

  

   
stat4u





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

free counters