Historia nie jest nudna, są tylko źle opowiedziane historie...
Blog > Komentarze do wpisu

Kazimierz Leski "Bradl"

We wtorek 6 czerwca 1944 roku na normandzkich plażach lądują alianckie oddziały. Rozpoczyna się operacja „Overlord”. Plany umocnień Wału Atlantyckiego, które przyjdzie zdobywać alianckim żołnierzom, są znane ich dowódcom dzięki polskiemu oficerowi wywiadu, który w mundurze niemieckiego generała, przeniknął do sztabu gospodarczego marszałka von Rundstedta.

Kazimierz Leski, którego postać przewijała się już w poprzednich wpisach, urodził się 21 czerwca 1912 roku w Warszawie. Jego ojciec Juliusz Leski był oficerem artylerii II Brygady Legionów i uczestnikiem wojny w 1920 roku. Po odzyskaniu niepodległości wrócił do zawodu inżyniera i aktywnie zaangażował się w rozwój polskiego przemysłu obronnego.

Podczas przewrotu majowego w 1926 roku Juliusz Leski opowiada się po stronie legalnej władzy, co zaważy zarówno na jego dalszej karierze zawodowej jak i życiu całej rodziny. Utraci on dotychczasową posadę, a rodzina popadnie w finansowe tarapaty.
Kazimierz Leski, który rozpoczyna studia na Wyższej Szkole Budowy Maszyn i Elektrotechniki Wawelberga i Rotwanda w Warszawie, aby opłacić studia, podejmuje pracę jako pracownik fizyczny w Głównych Warsztatach PKP. Na początku 1936 roku, z dyplomem inżyniera w kieszeni, wyjeżdża do Holandii, gdzie zostaje zatrudniony w „NVSB” – konsorcjum czterech największych holenderskich stoczni. Rozpoczyna pracę przy budowie okrętów podwodnych i podejmuje studia na Wydziale Budowy Okrętów Politechniki w Delft. Kiedy Holendrzy wygrywają przetarg na budowę dwóch okrętów podwodnych dla Polskiej Marynarki Wojennej, Leski zostaje współprojektantem najnowocześniejszego polskiego okrętu podwodnego ORP „Orzeł”. Pobyt w Holandii pozwala mu doskonalić umiejętności językowe wyniesione z dzieciństwa i nabyte podczas nauki w szkole. Biegła znajomość niemieckiego, francuskiego i angielskiego oraz swobodna konwersacja w języku holenderskim, w połączeniu ze znajomością realiów życia w Europie zachodniej, okażą się bezcenne, podczas jego późniejszej pracy wywiadowczej.
Pomimo wielu atrakcyjnych ofert pracy za granicą, Leski wraca do kraju, aby objąć stanowisko kierownika technicznego w budującej się Stoczni Gdyńskiej. Zanim jednak rozpocznie pracę w Gdyni, musi uregulować swoje sprawy z wojskiem. Rozpoczyna szkolenie w Szkole Podchorążych Rezerwy Lotnictwa. Szybko utwierdza się w przekonaniu, że wojsko to nie jest rzecz dla niego i munduru już więcej zakładać nie będzie. Gdyby wówczas wiedział jak bardzo się myli…

Wojna obronna
W wojnie obronnej w 1939 roku, Leski uczestniczy jako pilot, latając najpierw na bombowcach PZL 23 „Karaś”, a od połowy września na obserwacyjnych „Lublinach R XIIIF”. Przed południem 17 września, do Leskiego w sposób dosyć gwałtowny i bezpośredni dociera informacja o wkroczeniu na terytorium Polski drugiego okupanta. Pilotowany przez niego „Lublin” zostaje zestrzelony przez Sowietów, a Leski po przymusowym lądowaniu, zostaje zamknięty w budynku pobliskiej szkoły, gdzie przebywa już spora grupa wziętych do niewoli polskich żołnierzy. Dzięki temu, że czerwonoarmistów bardziej od jeńców interesuje zawartość bagażnika „trofiejnego” samolotu, niewola nie trwa długo. Podczas gdy pojedynczy „sołdat”, z przewieszonym na sznurku karabinem, pilnuje wejścia do szkoły, jeńcy ulatniają się przez okno znajdujące się z tyłu budynku. Miejscowa ludność zaopatruje ich w cywilne ubrania i żywność i w ten sposób Kazimierz Leski, przez Lwów dostaje się z powrotem do Warszawy.

Konspiracja
Dalszą karierę w lotnictwie, jak i z resztą jakąkolwiek czynną służbę w wojsku, trwale przekreśla kontuzja kręgosłupa jakiej doznał podczas przymusowego lądowania. Leski wychodząc zatem z założenia, że odradzające się we Francji Wojsko Polskie nie będzie z niego miało większego pożytku, postanawia zostać w kraju. Pomimo tego, iż nigdy wcześniej nie miał do czynienia z wywiadem, dochodzi do wniosku, iż w jego kondycji i przy jego predyspozycjach, najodpowiedniejszą formą walki z okupantem, będzie działalność wywiadowcza.
Udaje mu się skontaktować ze Stefanem Witkowskim ps. „Inżynier”, który tworzy jedną pierwszych organizacji konspiracyjnych o nazwie „Muszkieterzy”. Leski zostaje jednym z zastępców „Inżyniera”, który zleca mu zorganizowanie kontrwywiadu oraz wywiadu komunikacyjnego.
Przez ponad dwa lata działalności „Muszkieterzy” zdobywają wiele cennych informacji wywiadowczych, m.in. o dyslokacji wojsk niemieckich i stacjonowaniu największych niemieckich okrętów wojennych, za co otrzymują osobiste podziękowania od Anglików. W opinii współczesnych historyków, „Muszkieterzy” mający swoich informatorów w dziesiątkach instytucji III Rzeszy, w początkowym okresie wojny byli najskuteczniejszą organizacją wywiadowczą w całej okupowanej Europie.
Na skutek konfliktu Witkowskiego z dowództwem ZWZ, organizacja „Muszkieterów” zostaje rozwiązana, a większość jej członków przechodzi do ZWZ.
Leski rozpoczyna pracę w II Oddziale Komendy Głównej ZWZ, czyli w Oddziale Informacyjno – Wywiadowczym. Z uwagi na jego doświadczenie i kontakty konspiracyjne, zakres jego działalności jest w zasadzie taki sam jak w „Muszkieterach”. Obejmuje on dowództwo referatu komunikacji w Biurze Studiów Wojskowych i jednocześnie dostaje zadanie stworzenia referatu kontrwywiadu, który będzie się zajmował rozpracowaniem wszelkiej działalności wywiadowczej i policyjnej, zagrażającej konspiracji lub ludności cywilnej.
Referat kontrwywiadu przyjmuje kryptonim „997”, a jego działalność koncentruje się przede wszystkim na rozpracowywaniu niemieckich struktur policyjnych, na czele z SiPo i niemieckiego wywiadu wojskowego – Abwehry jak również dotyczy wszelkich obcych siatek wywiadowczych, które mogą zagrozić polskiemu podziemiu lub cywilom.
Na przełomie 1941/1942 roku rozpoczyna się najbardziej niebezpieczny, a jednocześnie najbardziej brawurowy i spektakularny okres działalności konspiracyjnej Kazimierza Leskiego, który wówczas nosi już pseudonim „Bradl”. Otrzymuje on zadanie utworzenia lądowych szlaków przerzutowych dla kurierów ZWZ/AK do Naczelnego Wodza do Londynu, a następnie z powrotem do kraju.
Dróg jakimi można by przesyłać informacje wywiadowcze z okupowanego kraju do Sztabu Naczelnego Wodza w Londynie poszukiwano od początku wojny. Początkowo najszybszą trasą była podróż przez, przez Słowację, Węgry i Rumunię, a stamtąd dalej na zachód do Francji, a później po jej upadku, do Anglii. Z czasem, w szczególności po przystąpieniu Włoch do wojny, czas podróży tym szlakiem wydłużył się tak znacznie, że dostarczane w ten sposób informacje wywiadowcze traciły na wartości, a nawet stawały się nieaktualne. Równolegle próbowano tras przerzutowych przez neutralną Szwecję i Szwajcarię, jednak z różnych powodów okazały się zbyt niebezpieczne.
Wobec powyższego zdecydowano się na dość ryzykowny, ale najbardziej racjonalny krok, jakim było utorowanie szlaku przerzutowego biegnącego przez tereny III Rzeszy, Francji i Hiszpanii. Do wykonania tego zadania szef II Oddziału – pułkownik „Dzięcioł” utworzył komórkę o kryptonimie „666”, a na jej dowódcę wyznaczył Kazimierza Leskiego „Bradla”.

(…)„Bradl” nadawał się do tej trudnej roboty doskonale. Odważny, wybitnie inteligentny, pełen inicjatywy, a przy tym przystojny i elegancki, świetnie mówiący po francusku i po niemiecku (łącznie ze znajomością lokalnych dialektów) nadawał się do takiej roboty doskonale.(…)

Komórka „666” początkowo jednoosobowa, wkrótce zostaje przez „Bradla” rozwinięta do czteroosobowego, świetnie ze sobą współpracującego zespołu.

(…)Pierwszym współpracownikiem „Bradla” w „666” był Tadeusz Jabłoński – „Jan”. Technik, były pływak wyczynowy, instruktor pływacki WKS „Legia”. Znał doskonale niemiecki, dobrze francuski. Odznaczał się ogromnym sprytem, tupetem i dużą odwagą. „Jan”, na terenie Francji – „Jean”, występował w roli organizatora dostawa sprzętu technicznego dla wojskowych jednostek niemieckich na wschodzie. Elokwentny, łatwo zawierający znajomości, czuł się w tej roli doskonale.
Wkrótce dołączył do nich inżynier Bolesław Zieleniewski – „Żaryn”, a we Francji ‘Henri”. Absolwent politechniki w Charlottenburgu, pan wówczas już sześćdziesięcioletni, ze szramą na policzku, wyprostowany i sztywny, ubrany zawsze nieskazitelnie, w szarym meloniku i z laską zakończoną srebrną gałką – wyglądał w Paryżu znakomicie w roli pruskiego junkra, ze względu na wiek już nie w mundurze, ale nadal uczuciowo związanego z armią i przepojonego tradycjami (…)
Czwartym członkiem zespołu był rotmistrz Aleksander Stpiczyński.

Wytyczanie tras przerzutowych następuje etapami. Pierwszą podróż odbył „Bradl” do Berlina, następną nieco dalej, do Belgii. W jednym i drugim przypadku podróżuje w kolejarskim mundurze jako pracownik Ostbahn. Okazuje się, że o ile podróż do Berlina i z powrotem nie zwraca niczyjej uwagi, to obecność niemieckiego kolejarza poza zachodnią granicę Rzeszy, wzbudza zainteresowanie i powoduje wyjątkowo wnikliwą kontrolę dokumentów. Trzeba opracować inną, bardziej uniwersalną i bezpieczną „przykrywkę”. Wkrótce „Bradl” po konsultacjach ze swoimi współpracownikami z „666” znajduje rozwiązanie:

(…) doszliśmy do wniosku, że w czasie wojny najmniej podejrzeń w podróżach po dowolnym terenie, czy to Rzeszy, czy też krajów okupowanych przez Niemcy, budzić mogą główni aktorzy scen wojennych – wojskowi. Każda podróż wojskowego, byle był zaopatrzony w odpowiednie dokumenty uzasadniające jej celowość, będzie wiarygodna.(…)

W ten oto sposób „Bradl” postanawia „zaciągnąć się” do Wermachtu i zostać niemieckim oficerem.
Sprawa wcale nie jest taka prosta i żeby pomysł można było zrealizować konieczna jest współpraca wielu osób. "Bradl" posiada niezbędny fundament całego przedsięwzięcia, w postaci perfekcyjnej znajomości niemieckiego. Pozostałe rzeczy potrzebne do wcielenia się w rolę niemieckiego oficera trzeba w jakiś sposób zdobyć. Poza tak oczywistymi przedmiotami jak mundur i odpowiednie dokumenty, pozostaje  gruntowna znajomość wojskowego regulaminu, wszystkich przepisów obowiązujących niemieckich żołnierzy oraz zwyczajów panujących w niemieckiej armii. Wszystkie te informacje trzeba pozyskać, a później je bezbłędnie przyswoić.
Wkrótce okazuje się, że polska konspiracja ma w tym zakresie praktycznie nieograniczone możliwości. Dokumenty perfekcyjnie podrobił „Agaton”. Mundur powstał w zakładzie szyjącym dla prawdziwych niemieckich oficerów. Zatrudniony tam krawiec był członkiem ruchu oporu i oprócz niezbędnej wiedzy i umiejętności, miał dostęp do odpowiednich materiałów, odznak i dystynkcji. Informacje na temat armii niemieckiej, panujących w niej zwyczajów i wszystkiego co mogło mu się przydać w roli oficera Wehrmachtu, „Bradl” czerpał z opracowań wywiadu jak również z rozmów z Polakami – byłymi oficerami i podoficerami niemieckiej armii z okresu I Wojny Światowej.
W ten oto sposób, po zaopatrzeniu we wszechstronną wiedzę niezbędną niemieckiemu oficerowi, umundurowaniu i wyposażeniu w zestaw fałszywych dokumentów, Kazimierz Leski „Bradl” stał się inżynierem specjalizującym się w budowie fortyfikacji na froncie wschodnim, w randze porucznika Wehrmachtu.
W niemieckim mundurze odbył pierwszą podróż do Brukseli i następną do Paryża. Efekty były zachęcające. „Bradl” mógł się poruszać bez żadnych przeszkód. Doświadczenie jakie wyniósł z tych pierwszych podróży, pozwoliło mu zorientować się, że im wyższa szarża, tym większe przywileje i lepsze warunki podróży.

(…) Po krótkich wahaniach, czy do mojej postaci nie będę za młody, doszedłem do przekonania, że moje siwe skronie mnie do tego upoważniają, zostałem generałem wosk technicznych. Byli w niemieckiej armii generałowie poniżej trzydziestki (…)

W rezultacie „Bradl” pozostając specjalistą od fortyfikacji, zakłada jeszcze lepiej odszyty mundur i w kolejną podróż wyrusz jako generał Wehrmachtu – Julius von Hallman.
„Bradlowi” i jego współpracownikom z „666” udaje się wytyczyć szlak przerzutowy do nieokupowanej jeszcze południowej Francji, a stamtąd przez Pireneje, do neutralnej Hiszpanii. Bardzo pomocne okazują się kontakty z francuskim ruchem oporu i republikańskimi Hiszpanami, którzy po zwycięstwie Franco, osiedlili się po francuskiej stronie granicy.
Jednym z pierwszych kurierów AK przerzuconych do nieokupowanej Francji będzie Elżbieta Zawacka pseudonim „Zo”, która wówczas jeszcze nie wie, że wkrótce zostanie jedyną kobietą w gronie cichociemnych.
Rok później zadanie przerzucania kurierów do Londynu będzie już dużo łatwiejsze. W północnej Francji zostaną utworzone lądowiska, skąd samoloty RAF-u, pod osłoną nocy będą zabierały kurierów bezpośrednio na brytyjskie lotniska.
„Bradl” podróżujący na tak znaczne odległości musiał być zaopatrzony w jakieś dokumenty uzasadniające cel jego podróży. Ponieważ generał von Hallman, był specem od robót fortyfikacyjnych, który przybywał z frontu wschodniego, wyposażono go w komplet dokumentów, z których wynikało, iż szuka robotników potrzebnych do wykonania prac fortyfikacyjnych.
Po przybyciu do Paryża, „Bradl” udał się do Wirtschaftssab VII, czyli sztabu gospodarczego marszałka von Rundstedta, w celu przeprowadzenia „rozmów werbunkowych”. Przybysz z mitycznego i niebezpiecznego wschodniego frontu, w spokojnym paryskim sztabie został przyjęty z dużym zainteresowaniem. Co prawda wyjaśniono mu uprzejmie, że nie może werbować robotników na własną rękę, ponieważ odpowiadają za to specjalne biura, ale jednocześnie obiecano poparcie jego starań.

I tak dość dla mnie nieoczekiwanie rozpoczęła się trwająca około roku moja „bliska współpraca” z tym sztabem.

Kiedy trasy wytyczone przez zespół „666” działają już bez zarzutu i generał von Hallman może „odejść do rezerwy”, „Bradl” postanawia zakończyć karierę "generała" mocnym akcentem i wykonać ostatnie zadanie, które ma mieć zupełnie odmienny charakter od tego co robił do tej pory.

Z początkiem 1943 roku Niemcy w obliczu coraz bardziej realnego lądowania Aliantów na francuskim wybrzeżu, „pełną parą” rozpoczynają rozbudowywać umocnienia Wału Atlantyckiego. Generał von Hallman - wybitny specjalista od budowy frontowych fortyfikacji, cieszący się szacunkiem ze względu na doświadczenie zdobyte na złowrogim wschodnim froncie, oferuje swoje usługi jako konsultant. Jego „znajomi” ze sztabu gospodarczego postanawiają skorzystać z propozycji i wykorzystać jego wiedzę. Udostępniają „Bradlowi” materiały dotyczące budowy umocnień, w celu ich skonsultowania, nie przypuszczając nawet, że ich kopie wkrótce znajdą się w Warszawie.
Tym sposobem Alianci za pośrednictwem polskiego wywiadu uzyskują jedną z najpilniej strzeżonych tajemnic niemieckiej machiny wojennej - szczegółowe dane na temat umocnień Wału Atlantyckiego.
O fantazji i tupecie „Bradla” świadczy sposób w jaki zakończył swoją „współpracę” z niemieckim sztabem:

Ponieważ tak długi pobyt poza moją jednostką macierzystą mieszczącą się daleko na Ukrainie to całkowicie uzasadniał, powiedziałem moim rozmówcom, że wyczerpały się moje osobiste pieniądze i poprosiłem o danie mi zaliczki (…) W ten sposób doceniając moją wydatną pomoc w fortyfikowanie zachodnich wybrzeży „Twierdzy Europa”, III Rzesza wypłaciła mi ciepłą rączką zaliczkę w wysokości 500 RM. Uważam, że były to uczciwie zarobione pieniądze (…)

„Bradl” nie dość, że wykradł Niemcom pilnie strzeżone tajemnice, to jeszcze dostał od nich "w nagrodę" 500 marek – sumę wówczas niebagatelną.
Kiedy Kazimierz Leski myśli, że jego przygoda z niemieckim mundurem definitywnie się zakończyła, otrzymuje zadanie, które znowu wymaga od niego wdziania generalskiego munduru. W ten sposób „Bradl” powołuje do życia generała Karla Leopolda Jansena, który różni się od poprzednika posiadaniem wąsów i bardziej zaawansowaną siwizną. Nowy generał unika miejsc odwiedzanych przez poprzednika – przede wszystkim sztabu  gospodarczego marszałka Runstededta, ale pewnego razu przytrafia mu się mały błąd. Podczas kolejnej kurierskiej eskapady zjawia się w Paryżu. Zmęczony wyjątkowo długą podróżą i na wpół śpiący, udaje się do tego samego hotelu, w który zawsze nocował jako generał von Hallman.
Kiedy portier wita go słowami: Witam Pana generała von Hallman, cieszymy się, że znów pan do nas przyjechał, Leski momentalnie orientuje się jaki błąd popełnił, omyłkowo wybierając hotel, w którym wszyscy go dobrze znali pod poprzednim nazwiskiem. Szczęśliwie nie zdążył jeszcze podać portierowi swojego skierowania, więc pyta czy przybył już jego znajomy pułkownik, wymieniając przy tym pierwsze lepsze nazwisko.
Historia ta pokazuje jak łatwo było o pomyłkę, która mogła mieć tragiczne konsekwencje, kiedy trzeba się było posługiwać kilkoma fałszywymi nazwiskami i pseudonimami. Kazimierz Leski miał w tym zakresie wyjątkowo utrudnione zadane, ponieważ w rożnych okresach konspiracji i w różnych środowiskach był znany jako: „37”, „Bradl”, „Leon Juchniewicz”, „Karol Jasiński”, „Juliusz Kozłowski”, „gen. Julius von Hallman”, „gen. Karl Leopold Jansen”, „Pierre” oraz jako „Jules Lefebre”.

Powstanie Warszawskie
Do Powstania Kazimierz Leski wychodzi bez przydziału służbowego. Na czele zorganizowanego przez siebie kilkuosobowego oddziału zdobywa broń i amunicję, dzięki czemu wkrótce dostaje, które może uzbroić posiłki. W ten sposób powstaje kompania, która jak to się często w Powstaniu zdarzało przyjmuje nazwę od pseudonimu swojego dowódcy. Kazimierz Leski, na czele kompani „Bradl”, która wkrótce będzie liczyć już 200 osób, walczy w Śródmieściu w ramach zgrupowania pułkownika „Sławbora”. Za swoje zasługi w Powstaniu Kazimierz Leski otrzymuje Krzyż Walecznych oraz Virtuti Militarii.

Po wojnie
Zbliżający się koniec wojny dla Kazimierza Leskiego nie oznaczał niestety, że jego życiorys  przestanie przypominać karty sensacyjnej powieści.
Wiosną 1945 roku udaje się do do Gdańska, w którym jeszcze dogasają walki z niedobitkami Niemców. Doświadczenie i wiedza zdobyte przed wojną w Holandii okazują się bardzo przydatne. Za wkład w uruchomienie stoczni Gdańskiej, w lipcu 1945 roku minister przemysłu Hilary Minc odznacza go Złotym Krzyżem Zasługi i przyznaje nagrodę pieniężną. W tym samym dniu, kiedy wraca z pracy do domu, zostaje aresztowany przez UB. Mając świadomość tego jak UB obchodzi się z byłymi członkami AK, nie waha się ani chwili. Pomimo eskorty strażników, wyskakuje z pędzącej ciężarówki. Uciekając, potłuczony i zamroczony wpada na czerwonoarmistów. Na szczęście nie zostaje rozpoznany i jedyna "pamiątka" jaką wynosi z sowieckiego aresztu, to wszy w ilościach hurtowych.
Wkrótce ponownie zostaje aresztowany i trafia do niesławnego X Pawilonu na Rakowieckiej. Skazany na podstawie fałszywych zarzutów w dwóch kolejnych procesach, wychodzi z więzienia dopiero po 10 latach…
W 1957 roku zostaje zrehabilitowany. Po wyjściu na wolność wraca do pracy w przemyśle stoczniowym. Później, jako pracownik naukowy PAN uzyskuje stopień naukowy doktora nauk humanistycznych.
Kazimierz Leski „Bradl” zmarł 28 maja 2000 roku w Warszawie.

Urodzony w 1829 roku Marcin Olszyński - dziadek Kazimierza Leskiego, mawiał: „Nasze czasy były takie monotonne. Młodzi będą szczęśliwsi, będą mieli życie bardziej urozmaicone”.
Gdyby tylko wiedział jak bardzo urozmaicone życie będzie miał jego wnuczek…

Bibliografia:
K. Leski, Życie niewłaściwie urozmaicone. Wspomnienia oficera wywiadu i kontrwywiadu AK, Warszawa 1989
S. Jankowski, Z fałszywym ausweisem w prawdziwej Warszawie. Wspomnienia 1939-1946, Warszawa 1988

Polecam również:
Stanisław Jankowski "Agaton" - najlepszy fałszerz wśród architektów
Aleksander Stpiczyński - zwycięstwo hartu ducha nad przeciwnościami losu

Zofia Rapp - nieprawdopodobna historia nieprzeciętnej kobiety


piątek, 29 kwietnia 2011, jonaszdrobniak

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/05/05 07:51:12
Kolejne życie jak ze scenariusza filmowego. Piękna opowieść o zapomnianym bohaterze z czasów wojennych. Dziadek Bradla chyba trochę ironizował na temat własnego pokolenia ... im także przecież się dostało.
-
2011/05/05 20:06:45
Dziadek Leskiego był artystą malarzem i wiódł barwne, artystyczne życie. Prawdopodobnie myślał, że nowe, lepsze czasy dadzą młodym, niedostępne jego pokoleniu możliwości. Z pewnością nie życzył wnuczkowi aż takich "urozmaiceń" ;-)
-
Gość: Jędruś, *.ssp.dialog.net.pl
2011/05/10 23:01:56
Życie, które przerasta nędzne fikcje literackie.
Nasi "tfurcy" nie są zainteresowani takimi tematami, oni są z innej bajki, jak widać.
Kiedy Peter Weir zaczął kręcić "The Way Back", piękną opowieść o ucieczce z łagru, zaczęły się napaści i pomówienia. Sławomirowi Rawiczowi, bohaterowi pieszej, 6 tys. km liczącej ucieczki i autorowi książki, zrzucono kradzież tej historii.
O filmie usłyszałem w TV, że reżyser pominął udział Polaków w tym przedsięwzięciu.
Można zobaczyć, że to kolejne kłamstwo. Polecam film.
-
2011/05/10 23:49:37
Przebrnąłeś przez mój najdłuższy wpis - gratuluję ;-)
Z Twoją oceną naszych "tfurców" zgadzam się w 100% - napisałem o to w swoim komentarzu pod wpisem o "Agatonie" (nawet podałem przykład tego samego filmu :-)
dzięki za odwiedziny i komentarz
pozdrawiam
-
Gość: Bruno, 87.115.134.*
2011/11/11 21:58:09
Niestety nie mam żadnych możliwości aby doprowadzić do powstania filmu opartego na przeżyciach bohaterów takich jak Bradl czy Agaton ,ale uważam ,że one powstać powinny.Gdyby Amerykanie bądź Anglicy mieli tego typu "scenariusze" zostały by one wyeksploatowane "do spodu".
Polskie Ministerstwo Kultury, moim zdaniem powinno poczuć obowiązek opowiedzenia w sposób interesujący nie tylko dla Polaków o tych ludziach ,którzy bądż co bądź nie są tylko bohaterami jedynie polskimi ,ale są bohaterami w kategoriach ogólnoludzkich.
Szkoda ,ze nie jestem milionerem dałbym na to duzo kasy bo rzecz jest tego warta.
Nic tak nie przemawia do świadomości jak dobry, dynamiczny film oparty na faktach.
"Zachód" dowiedziałby sie o zasługach Polaków w wojnie przeciwko faszyzmowi .
-
2011/11/12 22:44:13
Może jestem niepoprawnym optymistą, ale wierzę, że mimo wszystko kiedyś taki film powstanie :-)
dziękuję za wizytę i pozdrawiam
-
2015/10/02 19:00:11
Ciesze się, że ktoś w końcu o nim pisze. Bradl był jedną z tych postaci w historii Polski o której się powinno uczyć w szkołach. Sama jestem nauczycielką i często prowadze konwersacje z moim ukraiński studentem na temat tamtych wydarzeń w Gdańsk. Miejmy nadzieję, że ktoś kiedyś w końcu się pokwapi na zrobienie o tym bohaterze filmu www.profesor.pl/forum/read.php?5,402501,page=3

  

   
stat4u





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

free counters