Historia nie jest nudna, są tylko źle opowiedziane historie...
Blog > Komentarze do wpisu

lepszy niż Bill Gates

12 sierpnia 1981 roku w nowojorskim hotelu „Astoria” odbyła się premiera pierwszego peceta firmy IBM. Wydarzenie to miało się okazać przełomem w komputeryzacji i diametralnie zmienić nasze życie.
Tymczasem coraz mniej osób pamięta, że w 1970 roku genialny polski konstruktor inżynier Jacek Karpiński zaprojektował komputer osobisty o nazwie K-202. Pecet skonstruowany przez Polaka posiadał lepsze parametry od  wyprodukowanego dekadę później amerykańskiego IBM PC.

Jacek Karpiński urodził w Turynie w 1927 roku. Miejsce urodzenia zawdzięczał pasji swoich rodziców, którzy byli zakochani w górach. Wymarzyli sobie, że Jacek przyjdzie na świat w górskiej chatce pod szczytem Mont Blanc. Ostatecznie zwyciężyła wersja mniej romantyczna, ale za to zdecydowanie bardziej bezpieczna i poród odbył się „normalnie” - w Turynie.
Jego ojciec, konstruktor lotniczy, stworzył nowatorski projekt dolnopłata, czyli samolotu, posiadającego skrzydła pod kadłubem. Dziś taka konstrukcja jest standardem w lotnictwie, ale przedwojenni urzędnicy decydujący o przyjęciu projektu uznali, że jest on niemożliwy do realizacji. Ich zdaniem umieszczenie skrzydeł pod kadłubem mogło powodować przewracanie się samolotu w powietrzu. Niestety, z ich opinią najwyraźniej nie zapoznali się Niemcy i już kilka lat później, dolnopłaty z czarnymi krzyżami na skrzydłach, pojawiły się na polskim niebie…
Matka Jacka Karpińskiego była lekarką, przedwojenną mistrzynią polski w narciarstwie i podobnie jak ojciec – miłośniczką gór i zapaloną taterniczką.

Wojenne losy.
W chwili wybuchu wojny Jacek Karpiński ma 12 lat. W 1941 roku wstępuje do Szarych Szeregów, gdzie początkowo zajmuje się tzw. małym sabotażem ( malowanie na murach symboli Polski Walczącej, zrywanie niemieckich flag, zamalowywanie swastyk, itp.) a później, jako instruktor dużego sabotażu i dywersji, zostaje przydzielony do Grup Szturmowych. Podczas szkolenia zostaje ranny – w dłoni eksploduje mu granat. Uczestniczy m.in. w przygotowaniach do zamachu na Franza Kutscherę oraz akcji rozbijania niemieckiego posterunku w Sieczychach nad Bugiem, podczas której ginie legendarny żołnierz Szarych Szeregów - Tadeusz Zawadzki „Zośka”.
Jako żołnierz Batalionu „Zośka”, Jacek Karpiński służy w jednym plutonie z Krzysztofem Kamilem Baczyńskim. Z powstania wychodzi – a właściwie zostaje wyniesiony - ciężko ranny i sparaliżowany za sprawą postrzału w kręgosłup. Kula trafia w połowie pleców, przechodzi wzdłuż kręgosłupa i zatrzymuje się w miednicy, gdzie pozostanie już na zawsze. Powrót do zdrowia i ponowna nauka chodzenia trwa kilka lat.
Za swoje zasługi podczas wojny Jacek Karpiński zostaje trzykrotnie odznaczony Krzyżem Walecznych.

Amerykański sen.
W 1951 roku Karpiński kończy studia na Politechnice Warszawskiej, gdzie zostaje zatrudniony, jako asystent. Próby podjęcia jakiejkolwiek dodatkowej pracy poza uczelnią, skutecznie uniemożliwia mu jego konspiracyjna przeszłość. Gdziekolwiek by się nie zatrudnił, jako „wrogi element”, jest natychmiast zwalniany.
W 1957 roku, będąc adiunktem w Instytucie Podstawowych Problemów Techniki Polskiej Akademii Nauk, Karpiński konstruuje swoją pierwszą maszynę o nazwie AAH, która służy do obliczeń ułatwiających długoterminowe prognozowanie pogody.
W 1960 roku Jacek Karpiński wygrywa konkurs młodych talentów techniki organizowany  przez UNESCO. Zostaje wybrany jako jeden z sześciu kandydatów spośród 200 osób zgłoszonych przez różne kraje. Dzięki temu sukcesowi Karpiński może wybrać uczelnie, na których będzie odbywał dwuletnie stypendium. Wybiera Harvard oraz Massachusetts Institute of Technology - uznawany za najlepszą uczelnię techniczną na świecie.
W Ameryce – kraju o wyjątkowej umiejętności wychwytywania nieprzeciętnych talentów, szybko zorientowano się jaki potencjał posiada młody naukowiec z Polski i za wszelką cenę starano się go namówić aby pozostał za oceanem.  W California Institute of Technology był witany przez rektora uczelni w asyście dziekanów, w Dallas przez samego burmistrza miasta. Zewsząd spływały oferty pracy, a o pozyskanie młodego Polaka rywalizowały najlepsze amerykańskie uczelnie i firmy z branży komputerowej, ze słynnym IBM na czele.
Mimo nieograniczonych perspektyw rozwoju jakie gwarantowały amerykańskie uczelnie, Karpiński decyduje się na powrót do Polski. Chce tworzyć dla swojej ojczyzny, bo tak mu nakazuje patriotyzm i poczucie obowiązku.

Socjalistyczna rzeczywistość.
Po powrocie do kraju, w 1964 roku, w Pracowni Sztucznej Inteligencji w Instytucie Automatyki PAN konstruuje kolejną nowatorską maszynę - będącą drugim tego typu wynalazkiem na świecie, o nazwie Perceptron. Jak tłumaczy sam Jacek Karpiński –
Perceptron to była właściwie sztuka dla sztuki. Chodziło mi o to, żeby pokazać, że maszyna może rozpoznawać otoczenie i uczyć się. Perceptron był wyposażony w kamerę i system do analizy obrazu. Jeśli pokazało mu się na przykład trójkąt, był w stanie odnaleźć cechy charakterystyczne i zidentyfikować kształt niezależnie od tego, czy następny trójkąt, jaki mu pokazano, był mniejszy, większy czy trochę zdeformowany.”
Kolejny wynalazek powoduje zainteresowanie władz i UB, co może oznaczać tylko jedno – kłopoty. Lata sześćdziesiąte, to nie był dobry czas dla naukowców i wynalazców. PRL miał przodować w produkcji ziemniaków i wydobyciu węgla, a robienie przełomowych wynalazków, było zarezerwowane dla towarzyszy radzieckich.
W wyniku szykan ze strony przełożonych, Karpiński postanawia zmienić miejsce pracy i przenosi się do Instytutu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego. Przenosiny owocują powstaniem kolejnej konstrukcji o nazwie KAR-65. Urządzenie zbudowane na polskich tranzystorach i diodach analizowało zdjęcia zderzeń cząstek elementarnych, a jego moc obliczeniowa wynosiła 100 tysięcy operacji na sekundę, co dawało wynik trzy razy lepszy od wyniku uzyskiwanego przez gigantycznych rozmiarów komputery "Odra", produkowane we wrocławskich zakładach Elwro. KAR-65 kosztował 6 mln ówczesnych złotych, podczas gdy komputer z Wrocławia, prawie 200 milionów zł. Mimo swoich niezaprzeczalnych zalet i przewagi nad konkurencją, KAR-65 nigdy nie został wdrożony do seryjnej produkcji.

Wynalazek życia, czyli miłe złego początki.
Niezrażony Karpiński w 1970 roku tworzy chyba swoje największe dzieło  - projekt minikomputera o nazwie K-202.
„K-202 był zbudowany na bazie systemów małej i średniej skali integracji. Pracował z prędkością miliona operacji na sekundę. Był szybszy niż pecety w dziesięć lat później! Zastosowałem tam kompletną nowość - powiększenie pojemności pamięci przez adresowanie stronicowe. To mój wynalazek. W Londynie, na wystawie w Olimpii, stały obok siebie: brytyjski Modular One, amerykańskie maszyny i K-202 - wszystkie 16-bitowe. I wszystkie miały 64 kilo pamięci, a K-202 - 8 mega! Wszyscy pytali, jak to zrobiłem. Odpowiadałem, że zrobiłem i, jak widać, działa. W jakiś czas później przyjechał do mnie do Warszawy konstruktor z CDC. To była wtedy jedna z największych amerykańskich firm komputerowych. Chciał się dowiedzieć, jak dokonałem cudu. Powiedziałem mu, żeby się domyślił, bo to bardzo proste. Myślał dwa dni - i nic. To mu w końcu powiedziałem. Potem przyjechał następny inżynier z DEC. Też mu powiedziałem. Trzy lata później stronicowanie było już stosowane przez wszystkich producentów i jest stosowane powszechnie do dzisiaj. Głupio, że tego nie opatentowałem.”

Instytutu Fizyki Doświadczalnej Uniwersytetu Warszawskiego, nie miał środków finansowych na wyprodukowanie prototypu, więc rozpoczęło się szukanie funduszy. Specjalna komisja powołana do oceny projektu orzeka, że nie nadaje się on do produkcji, bo technologii, jaką proponuje nie ma i nie będzie. Gdyby taka technologia była możliwa do realizacji, to na pewno zrobiliby to Amerykanie – stwierdza w swojej opinii szacowna komisja… 
Za pośrednictwem znajomego Karpiński przedstawia swój projekt w Wielkiej Brytanii. Brytyjczycy oceniają, że jest to najlepsza konstrukcja logiczna na świecie i proponują natychmiastowe wdrożenie do produkcji. 
Karpiński ofertę Brytyjczyków odrzuca. Znowu odzywa się w nim patriota. Produkować swoje komputery owszem chce, ale tylko w Polsce.
W końcu udaje się zawiązać spółkę w której Brytyjczycy zapewniają pieniądze, marketing i sprzedaż, a Polacy konstrukcję i produkcję.
Karpiński zostaje kierownikiem zakładu i konsultantem strony brytyjskiej. Pomimo ogromnych zamówień oraz oficjalnego poparcia Edwarda Gierka Spółce udaje się wyprodukować zaledwie 30 egzemplarzy komputera. Produkcja zostaje szybko przerwana, zespół konstrukcyjny pod kierownictwem Karpińskiego rozwiązany, a sam Karpiński zwolniony.
Tańszy i wydajniejszy K-202 stanowił konkurencję dla zakładu Elwro produkującego „Odry”, a konkurencja i wolny rynek, to było coś o czym w PRL-u należało zapomnieć. Geniusz Karpińskiego i ciężka praca garstki skupionych wokół niego zdolnych informatyków, podważały sens istnienia socjalistycznych molochów zatrudniających tysiące ludzi oraz zagrażały innym naukowcom, którzy pod względem talentu nie mogli się z Karpińskim równać, ale za to mieli partyjne legitymacje i odpowiednie koneksje na szczytach władzy.
Załamany całą sytuacją Karpiński chciał wyjechać do USA, skąd miał ofertę współpracy, ale niestety odmówiono mu wydania paszportu. Na teczce z jego podaniem napisano - "Nie wydawać paszportu. Powód: sabotażysta i dywersant gospodarczy". Zabrano mu nawet wkładkę do dowodu osobistego, która umożliwiała wyjazdy do innych krajów „demokracji ludowej”.
Trudno dzisiaj ocenić, czy takie potraktowanie Karpińskiego było jedynie przejawem zawiści i małostkowości twardogłowych partyjnych dygnitarzy. Trzeba przecież pamiętać, że trwała „zimna wojna”, a najnowsze osiągnięcia w dziedzinie informatyki, w pierwszej kolejności zawsze były wykorzystywane przez wojsko, więc może ktoś uznał, że nie wolno wypuszczać Karpińskiego za granicę, bo jego nowatorskie projekty mogą być wykorzystane przez Pentagon? Może decyzja o zakazie wyjazdu do USA zapadła nawet na Kremlu?
W 1978 roku Karpiński zniechęcony i pozbawiony nadziei na zmianę swojego położenia, osiedla się pod Olsztynem na Warmii, gdzie w zrujnowanym gospodarstwie rozpoczyna hodowlę drobiu i trzody chlewnej. Tam w 1980 roku odnajdują go dziennikarze robiący reportaż w pobliskim PGR-e i pytają dlaczego słynny konstruktor komputerów zajmuje się rolnictwem. „Bo wolę mieć do czynienia z prawdziwymi świniami” – odpowiada Karpiński. Wywiad zostaje wyemitowany w telewizji. Sprawa robi się głośna, a w 1980 roku władza ma już dużo większe problemy niż niepokorny naukowiec, więc Karpiński dostaje zgodę na wyjazd za granicę. 
Emigruje do Szwajcarii gdzie, tworzy między innymi sterowanego głosem robota oraz  ręczny skaner przeznaczony do odczytywania tekstu, o nazwie Pen-Reader.

Wolnorynkowe realia.
W 1990 roku Jacek Karpiński wraca do kraju i postanawia produkować Pen-Readera. Powstaje pierwsza partia 500 egzemplarzy, a kolejne zamówienia czekają na realizację. Do uruchomienia produkcji są niezbędne dodatkowe pieniądze. Karpiński bierze kredyt w BRE Banku, pod zastaw swojego domu w Aninie. Niestety, geniusz konstruktora nie idzie parze z „żyłką” do interesów. Kiedy Karpiński zgłasza się po drugą transzę kredytu, okazuje się, że jego dom był zabezpieczeniem tylko dla pierwszej transzy... Karpiński nie może uruchomić produkcji, w konsekwencji czego nie ma środków na spłatę już zaciągniętego kredytu. Traci dom z rodzinnymi pamiątkami, który pod jego nieobecność rozjeżdża buldożer, a Karpiński zostaje z długiem, który do końca życia będzie spłacał z emerytury…
Stefan Bratkowski, wspominając Jacka Karpińskiego,  opisuje całą sytuację w ten sposób:
„(…)w chwili, gdy gotowa była już seria informacyjna, bank BRE, kredytujący to przedsięwzięcie, cofnął w poszukiwaniu płynności kredyt – nie wiedząc nawet, co niszczy, i jakie pieniądze mógłby zrobić na rozwoju tej inicjatywy. Zlicytowano konstruktora i zniszczono fabrykę. Karpiński stracił nawet swój dom… Bank BRE dorównał Zjednoczeniu Mera, którego rękami soc-aparat władzy zniszczył Karpińskiego w roku 1973. Gospodarka rynkowa nie chroni przed idiotami i niekompetencją banków”.

Ostatnie lata swojego życia Jacek Karpiński spędził w kawalerce we Wrocławiu, gdzie mimo ciężkiej choroby nie przestał pracować, nad swoim ostatnim projektem - technologią rozpoznawania mowy przez komputer. W wywiadzie udzielonym w 2008 roku mówił, że prace powinien ukończyć za ok. 4 lata. Nie zdążył. Brakło dwóch lat.

Jacek Karpiński, po długiej chorobie zmarł 21 lutego 2010r.

Zostanie zapamiętany, jako człowiek, który pomimo wszystkich przeciwności losu, ludzkiej zawiści i nienormalnego ustroju politycznego w jakim przyszło mu żyć, nigdy nie stracił optymizmu i determinacji w realizacji swoich marzeń.

Cytaty pochodzą z :
http://www.crn.pl/artykuly/archiwum/2007/5/martwie-sie-tylko-wtedy-jesli-moge-cos-zmienic?searchterm=karpi%C5%84ski
http://alfaomega.webnode.com/products/stefan%20bratkowski:%20%20odszed%C5%82%20%20geniusz%E2%80%A6%20/

poniedziałek, 21 marca 2011, jonaszdrobniak

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/03/22 08:42:36
Patriotyzm .... hmm .... można uznać wzniosłośc i zasadność decyzji naukowca. Chyba jednak była to szlachetna samozagłada, niestety.
-
2011/03/22 19:31:49
Ktoś, kto przeżył wojnę miał inną hierarchię wartości. Dzisiaj aktualne jest hasło "gdzie chleb tam ojczyzna", a słowo "patriotyzm" zostało zdewaluowane przez bandę nadużywających go politycznych oszołomów...
-
Gość: Grzegorz Kowalski, *.play-internet.pl
2011/10/29 00:26:51
Takie to były smutne czasy,kiedy banda komunistycznych świń niszczyła największych patriotów...Smutne.
-
yogatrade
2012/02/17 14:31:20
Mija druga rocznica śmierci p.inż.Jacka Karpińskiego (21luty) Jak dotąd nikomu w tym kraju nie przyszło do głowy,by głośno opowiedzieć jego historię.Poza niewielkimi publikacjami w sieci,trudno znaleźć cokolwiek.To przykre i smutne,że gloryfikuje się i nagradza miernoty, zwykłych plagiatorów cudzych pomysłów,a zapomina o człowieku,geniuszu i prekursorze technik informatycznych.Na jednym z forów internetowych,pewien student informatyki zapytany,"..kto jest twórcą komputera osobistego..",odpowiedział bez wahania..Bill Gates..Trudno o komentarz,ale to pokazuje na jakim poziomie jest edukacja w Polsce i jak dalece nasi obecni luminarze odeszli od swej "misji".Najbardziej jednak bulwersuje fakt,że tzw. spece od komputerów i ich oprogramowania w dolinie krzemowej,po dziś dzień "przyznają" się do pomysłu stworzenia algorytmu stronicowania,bez którego tacy panowie jak Jobs,Gates i inni,mogli by zapomnieć o "produkowaniu"milionów($),a internet byłby w sferze pobożnych życzeń!No ale pamiętamy jako żywo,historię "Enigmy" i zasadę, że sukces zawsze miał wielu ojców,porażkę poniósł tu niestety główny zainteresowany,śp.pan inż.Jacek Karpiński.Sam jestem informatykiem,świadczę usługi w sieci i po prostu normalnie mi przykro,że świat,a w szczególności Polska tak mało wie i pamięta o takich ludziach,wielkiego umysłu,patriotyzmu i honoru.
-
2012/02/18 03:28:43
O Jacku Karpińskim słyszałem już dawno temu. Kiedy postanowiłem o Nim napisać, zdumiałem się, że tak mało informacji można znaleźć na ten temat. Utwierdziło mnie to w przekonaniu, że taki wpis jest potrzebny. Niestety mój blog ma raczej ograniczony zasięg, ale cieszę się jeśli dzięki niemu chociaż kilka nowych osób poznało sylwetkę tego genialnego wynalazcy.
Zapewne wkrótce, w związku z rocznicą śmierci, na głównych portalach informacyjnych, jak onet, interia itd. pokażą się artykuły "ku czci", po czym znowu bedzie cisza, aż do przyszłego roku...
Też trudno mi zrozumieć dlaczego sylwetka TAKIEGO czlłowieka tzw. szeszemu odbiorcy, pozostaje praktycznie nieznana?
pozdrawiam
-
Gość: starzec, *.internetdsl.tpnet.pl
2013/06/20 13:10:55
banda komunistycznych swin powiadasz

a w 1990 roku komuniści nie rządzili
a bank.... załatwił inżyniera na cacy
-
2013/10/01 09:22:33
jonaszdrobniak
2012/02/18 03:28:43
"O Jacku Karpińskim słyszałem już dawno temu. Kiedy postanowiłem o Nim napisać, zdumiałem się, że tak mało informacji można znaleźć na ten temat ..."

Myli się Kolega. Jest i to bardzo wiele informacji na temat Karpińskiego, K-202 i nie tylko, z materiałami IPN z 2012 r. na czele. Przegląd archiwalny TOM 5 str. 247-296, ISSN 1899-1254 Warszawa 2012
-
2013/10/01 16:04:07
"Jest i to bardzo wiele informacji na temat Karpińskiego, K-202 i nie tylko, z materiałami IPN z 2012 r. na czele. Przegląd archiwalny TOM 5 str. 247-296, ISSN 1899-1254 Warszawa 2012"
Tekst pisałem w 2011 roku, więc do publikacji z 2012 nie miałem dostępu ;-) W archiwach IPN - przyznaję ze skruchą - też nie szukałem.
Wszystko co wówczas znalazłem, to kilka publikacji prasowych (zazwyczaj w rocznicę śmierci) i jakieś zdawkowe wzmianki w internecie. Przyzna Pan, że taka postać jak Karpiński zasługuje na coś więcej?
pozdrawiam
-
Gość: mateusz z podkarpackiego, *.dynamic.mm.pl
2017/01/26 12:21:10
Witam.Mamy już 2017 rok a nasze społeczeństwo coraz głupsze, rząd robi co chce, w edukacji rewolucje...o II wojnie światowej mało się rozmawia o tym co się działo regionalnie to już w ogóle. Naciska UE ,a Polaka i patriotyzm pomału ginie....

  

   
stat4u





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

free counters