Historia nie jest nudna, są tylko źle opowiedziane historie...
Blog > Komentarze do wpisu

Porto - ulubione wino Brytyjczyków


wina Porto, które możemy kupić w winnicy Calem - jak widać, ceny na każdą kieszeń ;-)

 

Brytyjczycy, jak każda inna nacja na ziemi, której nie zabrania tego religia (chociaż jak wiemy i tutaj zdarzają się wyjątki), oprócz codziennego picia herbaty, lubią czasami wypić coś zawierającego procenty. O ile z mocniejszymi trunkami nigdy nie mieli problemów, bo najprzedniejsze rodzaje whisky wytwarzają ich wyspiarscy sąsiedzi - Szkoci i Irlandczycy, to konsumpcja wina zawsze była uzależniona od stosunków z Francją, które jak wiadomo, często były dalekie od ideału. Każdorazowy konflikt pomiędzy Wielką Brytanią a Francją, dla konsumentów win oznaczał ciężkie czasy i przymusową abstynencję.  
Ponieważ siła nałogu jest olbrzymia, zdesperowani angielscy koneserzy wina Bordeaux, musieli znaleźć jakieś alternatywne źródło zaopatrzenia.
Wybór był o tyle oczywisty, że przez długie lata, politycznym i militarnym sojusznikiem Wielkiej Brytanii była Portugalia. Sojusz zawarty pomiędzy tymi krajami w 1385 roku, na mocy tzw. traktatu windsorskiego, przetrwał przez ok. 700 lat i okazał się jednym z najtrwalszych w Europie. Kiedy zatem w XIV wieku w Anglii, w wyniku wojny stuletniej zaczęło brakować francuskiego wina, rozpoczął się okres importu tego alkoholu z Portugalii.
Trunkiem, który w ten sposób miał zagościć na angielskich stołach, a następnie zrobić międzynarodową karierę, było wino pochodzące z doliny rzeki Douro, noszące taką samą nazwę jak miasto leżące u ujścia tej rzeki.
Być może, wino Porto – bo o nim tutaj mowa, nigdy nie uzyskałoby swojego niepowtarzalnego smaku, gdyby nie tzw. "druga wojna stuletnia" pomiędzy Wielką Brytanią i Francją, która trwała od końca XVII wieku, aż do 1815 roku i miała znamienny wpływ na rozwój przemysłu winiarskiego w dolinie rzeki Douro.
Początkowo, wina portugalskie znacznie odbiegały jakościowo, od win francuskich, ale ich angielscy konsumenci nie ustawali w wysiłkach, aby taki stan rzeczy zmienić. W tym celu, dla wydajniejszej kontroli procesu produkcji i jakości wina, angielscy kupcy założyli w Portugalii swoje przedstawicielstwa handlowe i zaczęli wprowadzać własne nowatorskie pomysły. Jednym z takich pomysłów, mających na celu poprawę jakości portugalskiego wina, było sprowadzenie drewnianych beczek, w których rozpoczęto przechowywanie Porto. Jeśli weźmiemy pod uwagę, że wcześniej służyły do tego skórzane bukłaki, to nie musimy być wytrawnymi koneserami tego trunku, żeby wyobrazić sobie, jak ta zmiana wpłynęła na smak wina.
Jednak patentem, który zrewolucjonizował proces produkcji wina i niejako stworzył nowy gatunek alkoholu, był pomysł, aby do wina dodać brandy, co zatrzymywało proces fermentacji i ułatwiało transport tego trunku, ponieważ zwykłe, "czyste" wino, źle znosiło morską podróż i ulegało nadmiernej fermentacji. W ten sposób powstało Porto - najsłynniejsze wzmacniane wino na świecie.

Portugalczycy charakteryzując swoje najważniejsze miasta, mają w zwyczaju mówić, że - Braga się modli, Coimbra studiuje, Lizbona się bawi, a Porto - pracuje".
Mając w pamięci taką charakterystykę i w ogóle nie znając Portugalii, jedziemy do Porto w przekonaniu, że spotkamy bezduszną uprzemysłowioną aglomerację ze stali i szkła, pełną fabryk i nowoczesnych biurowców, po ulicach, której przelewają się zastępy idących do pracy ludzi.
Tymczasem Porto okazuje się klimatycznym, spokojnym miastem, które nigdzie się nie spieszy i w architekturze, którego dominuje niska zabytkowa zabudowa, bez żadnych wieżowców. Nie znajdziemy tutaj nic z hałaśliwej miejskiej aglomeracji, jakiej możemy się spodziewać, słysząc, że jedziemy do drugiego co do wielkości miasta w kraju.
Porto ma ponad 200 tys. mieszkańców, więc pod tym względem jest porównywalne do takich polskich miast, jak Częstochowa, czy Sosnowiec, ale na tym - szczęśliwie dla Porto - podobieństwa się kończą.
Pomimo swojej wielkości, Porto okazuje się być jednym z najbardziej urokliwych i kameralnych miast, jakie możemy odwiedzić w Europie. O jego walorach architektonicznych oraz klasie zabytków, najlepiej świadczy fakt, wpisania najstarszej części Porto na listę światowego dziedzictwa UNESCO.
Nie przez przypadek Porto zwane jest Cidade Das Pontes - Miastem Mostów – w Porto jest ich sześć, a dwa z nich to XIX-wieczne żelazne zabytki. Jeden z nich to nieczynny już most kolejowy Maria Pia, skonstruowany przez Gustave’a Eiffla. Drugi to Ponte Luis I, zaprojektowany przez Théophila Seyriga – ucznia  Gustave’a Eiffla i prowadzący do miejscowości Vila Nova de Gaia, gdzie od wieków przechowywane jest porto i gdzie można zwiedzić zabytkowe winiarnie i dokonać degustacji różnych gatunków tego trunku.
Najbardziej wyrazistą częścią miasta, która decyduje o jego niepowtarzalnym klimacie, jest nadbrzeżna dzielnica Ribeira, z wąskimi zaułkami i stromymi uliczkami, wijącymi się pomiędzy zabytkowymi kolorowymi kamieniczkami, które wspinając się na wzgórzach schodzą bezpośrednio na nadbrzeżną promenadę. Widok suszącego się prania rozwieszonego pomiędzy domami, nie jest w tej dzielnicy rzecza nadzwyczajną. Jej mieszkańcy, niczym nie skrępowani, żyją własnym życiem, a jednocześnie są bardzo otwarci i życzliwi dla turystów.
Nad samym brzegiem Douro, w jednej z usytuowanych tu knajpek, możemy popróbować specjałów portugalskiej kuchni oraz napić się jednego z wielu serwowanych tu rodzajów Porto. Polak może się tutaj poczuć jak w domu, bo oprócz tradycyjnych w tej części Europy, potraw z owoców morza oraz ryb, Porto znane jest z flaczków, a jego mieszkańców nazywa się tripeiros, czyli „jedzący flaki”. Zamiłowanie do flaczków też ma swoją historię. W czasach wielkich odkryć geograficznych, Porto było miejscem, z którego statki wypływały w dalekomorskie podróże. Najlepsze mięso zabierali ze sobą żeglarze, wypływająy w wielomiesięczne rejsy, a mieszkańcom portowego miasta zostawały same resztki. Żeby były strawne trzeba je było odpowiednio przyrządzić i mieszkańcy Porto tak się w tym wyspecjalizowali, że flaczki stały się lokalnym przysmakiem.
Jeśli już jesteśmy, przy rozkoszach podniebienia, to trzeba wspomnieć o czymś, co na północy Europy, jest niedostępne i za czym tęsknimy przez cały rok, aż do następnych wakacji, czyli o soku wyciśniętym ze świeżych, soczystych pomarańczy.
Schłodzony sok pomarańczowy, piękna słoneczna pogoda, niepowtarzalne atmosfera portowej dzielnicy i czas leniwie przeciekający nam przez palce, a to wszystko w wymarzonym towarzystwie… Tego się nie da opisać, tego po prostu trzeba spróbować...

dzielnica Ribeira



rebelos -
łodzie, którymi kiedyś transportowano wino - dzisiaj stanowią turystyczną atrakcję. W tle widać zabudowania Vila Nova de Gaia



winnica Calem, znajdująca się na drugim brzegu rzeki Douro, w miejscowości Vila Nova de Gaia.


dwukondygnacyjny most Ponte Luis I - górnym poziomem biegnie linia metra, dolny poziom jest przeznaczony dla samochodów i ruchu pieszego. Mostem możemy się dostać z Porto do Vila Nova de Gaia.



zabytkowy  tramwaj - jeden z elementów tworzących niepowtarzalny klimat Porto

niedziela, 06 lutego 2011, jonaszdrobniak

Polecane wpisy

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/02/07 17:02:46
Miasto wygląda naprawdę urokliwie! jeśli zaś chodzi o trunek-to najbardziej zdradliwy napitek jaki miałam okazję pić. Dostałam na urodziny buteleczkę, taką chyba trochę lepszą.. Smakowało wspaniale. Dopiero gdy się skończyło i poczułam dziwny szum w głowie sprawdziłam ilość procentów.. Mogłabym przysiąc, że ma jedynie 11%.. Poprzedni wpis o uciekających skarpetach rozbroił mnie kompletnie...
-
2011/02/07 19:54:41
Tak, zdradliwość wspaniale smakujących win jest znana i mnie. Dlatego staram się unikac i pozostaje wierna najsłabszym trunkom, choc niestety mało wybradnym, czyli jestem piwoszem. Choc dobry szampan zawsze mnie skusi, a dla różowego wina z mrożonymi truskawkami równiez jestem gotowa porzucic ulubine piwo w gorący letni wieczóer.
-
2011/02/07 22:32:37
porto faktycznie, podstępnie i niepostrzeżenie atakuje nasz zmysł równowagi - ale przy tym, jak przyjemnie... ;-)
-
2011/02/08 10:15:59
Ach, przyjemnie przyjemnie.. Tylko potem to pozostające bez odpowiedzi pytanie-kto zamknął moje mieszkanie gdy goście poszli? Od środka? Jeśli byłam w nim tylko ja?? No własnie. A szampan, nie wiem czy nie jest bardziej zdradliwy.. Tak jak i muskaty, które można popijać jak wyśmienite soki w gorące popołudnia. Kiedy będzie słońce?
-
2011/02/08 19:49:03
Oj tak, też nie mogę się doczekać kiedy będzie ciepło, bo zdecydowanie nie mam w sobie nic z Miśka polarnego - śnieg mógłbym oglądać wyłącznie w telewizji ;-)
-
Gość: Luzomania, *.dynamic.chello.pl
2014/02/05 17:22:15
Nie ma nic piękniejszego, niż wieczór spędzony w Porto nad rzeką Douro, ze szklaneczką porto w dłoni ...:)

  

   
stat4u





Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...

free counters